24 września 1821 r. urodził się Cyprian Norwid, jeden z najważniejszych polskich poetów, którego oddziaływanie na polską poezję, estetykę, koncepcję sztuki nadal jest obecne i widoczne. Biografia Norwida obfituje w przypadkowe wydarzenia, które później okazały się istotne dla twórczości poety. Być może nie było bowiem Norwidowskiej koncepcji sztuki zawartej w "Promethidionie", gdyby nie kontakty Norwida z mazowieckim i krakowskim folklorem.
sobota, 24 września 2022
W rocznicę urodzin
niedziela, 14 sierpnia 2022
Muzyka z bliska i daleka
Rozjeździłam się ostatnio... Carnaval Sztukmistrzów w Lublinie, Gryczaki w Janowie Lubelskim, Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie, a tu nagle pojawiła się jeszcze impreza spoza kalendarzowego spisu (SPIS TUTAJ). Lojalnie w komentarzu uprzedziłam, że mam i będzie tego więcej, tylko nie chciałam przeładować i wystraszyć nadmiarem. Ale że udało mi się dojechać i wysiedzieć, choć aura odstraszyła wielu gwałtownym deszczem, wypada słów parę o Festiwalu Kultur w Biłgoraju napisać.
To już dziewiąta edycja festiwalu, na którym prezentują się lokalne zespoły taneczno-muzyczno-śpiewające oraz zespoły zagraniczne, za każdym razem z innych stron świata. Festiwal zaplanowany został na trzy dni: 12 - 14 sierpnia, a że dysponowałam tylko jednym wolnym wieczorem, w piątek 12 sierpnia, to o piątkowym koncercie będzie mowa.
Zaczął się pechowo, ponieważ, jako się rzekło wyżej, deszcz pokrzyżował plany uroczystego otwarcia na Rynku i przemarszu zespołów na plac koncertowy, gdzie miały się zaprezentować przed publicznością na wolnym powietrzu na scenie letniej. Trudno i szczęśliwie zarazem, że organizatorzy podjęli decyzję o przeniesieniu do sali widowiskowej Biłgorajskiego Centrum Kultury.
Uczciwie przyznaję, że tak naprawdę poszłam na dwa zespoły: jeden z bliska, drugi z egzotycznej Ameryki Południowej. Z bliska, czyli z Nowowołyńska w Ukrainie, a z daleka to zespół z Bogoty, stolicy Kolumbii. Swoją drogą to zastanawiające, że w czwartek kupowałam na specjalne zamówienie w Palarni Galicya kawę z Kolumbii zupełnie nie wiedząc, że następnego dnia wieczorem poznam na żywo także kolumbijski folklor taneczny. Jak się okazuje, nazwy, kraje, a może kultury lubią pojawiać się seriami. Wracając zaś do Festiwalu Kultur, oba zespoły zaprezentowały się w kilku odsłonach.
Ukraińskie trio śpiewacze Łabędzie skrzydło (Лебедине крило) zaśpiewało najpierw kilka piosenek z dość rytmicznym podkładem muzycznym. Już myślałam, że to tak do końca jakiś pseudofolk będzie, ale później panie śpiewały ukraińskie pieśni ludowe a`capella. Dopiero wtedy pokazały, co potrafią. Wspaniałe głosy, śpiew wielogłosowy, wołyńska rzewność, stepowy Kozak, na którego czeka dziewczyna, eh! Jaka szkoda, że nie znalazłam profesjonalnych nagrań na YouTube. Są jakieś, ale albo amatorskie, albo zupełnie inne pieśni, albo inny skład zespołu, co nie daje wyobrażenia tego, co słyszeliśmy w piątek.
Zespół z Kolumbii prezentuje w zasadzie jedną z wielu latynoamerykańskich szkół tańca. Nazywa się Compañía Artística y Cultural Sintana. W skład wchodzi zespół grający na różnych ludowych i nieludowych instrumentach, był np. fantastyczny saksofon. Członkowie tego zespołu także śpiewają. Do tego zespół taneczny, należałoby powiedzieć: wirująco-taneczno-teatralny. W taniec wplecione są fragmenty teatralne, coś takiego widzimy w repertuarze naszych zespołów ludowych "Mazowsze" i Śląsk". W wykonaniu Sintany był i taniec ludowy, bardzo podobał mi się taki jakby chodzony (tańczą na bosaka), i zwariowane rytmy karnawałowe, i też w duchu karnawałowym taniec kościotrupów. Na koniec niesamowity taniec podszyty teatralizacją, w którym tancerze w kolorowych olbrzymich kapeluszach właściwie nie wiem, co i kogo odgrywali, ale było komicznie. Ewidentnie świetnie się bawili, ustawiając się do zdjęć pomiędzy publicznością i robiąc głupie miny.
Poniżej próbka ich repertuaru ze strony na Facebooku, mam nadzieję, że się otwiera bez problemu:
poniedziałek, 8 sierpnia 2022
Czas jarmarków - Gryczaki
Mój pierwszy punkt sierpniowego programu (patrz wpis poprzedni) zrealizowany: Gryczaki, czyli festiwal kaszy w Janowie Lubelskim. Poza typowymi atrakcjami jarmarkowymi na festiwalu odbywają się pokazy gotowania, różne konkurencje: dla panów - dźwiganie worków z kaszą, dla wszystkich - ubijanie masła, konkursy kulinarne oraz koncerty. W tym roku jako atrakcję zapowiadano koncert zespołu Wilki, ale ja z rozpisanych na dwa dni propozycji wybrałam koncert The Polish Tenors oczywiście. Panowie Piotr Pastuszka, Łukasz Ratajczak i Sylwester Targosz-Szalonek zaśpiewali same przeboje. Operetkowe, Jana Kiepury, a nawet "Time to Say Goodbye" ("Con te partiro") rozsławione przez Bocellego w duecie z Sarah Brightman czy nieśmiertelny przebój Toma Jonesa "Delilah" No ale do wspólnego śpiewania zachęcili publiczność arią z operetki "Baron cygański" - "Wielka sława to żart".
Mocne nagłośnienie estradowe pozwalało rozkoszować się słuchaniem śpiewu i jednocześnie spacerować od kramu do kramu, na których zachęcały regionalne potrawy: gryczaki (każda wioska, a nawet każda gospodyni ma swój własny przepis), jagodzianki, słodkie wypieki, nalewki, miody, placki, babeczki... Były nawet sery i chleb ze smalcem. I naprawdę nie rozumiem, zupełnie nie rozumiem, dlaczego najdłuższa kolejka stała po beznadziejnie nudne i przesiąknięte tłuszczem frytki.
Spróbowałam nalewki żurawinowej, oj, mocna była! I kupiłam kawałek ciasta z żurawinami. A poza tym kilka przedmiotów z serii rękodzieła na prezenty. Pod wieczór drugiego dnia, czyli w niedzielę, rozstrzygnięto konkursy ogłoszone na początku na najlepszy gryczak janowski, najlepsze desery i najlepszą nalewkę żurawinową. Trzecie miejsce za gryczak otrzymała moja znajoma. Oczywiście nie proszę o przepis, bo jak wspomniałam wyżej, każda gospodyni ma własny i czasami są nie do powtórzenia, różnią się niuansami i wkładanym w recepturę sercem, zaangażowaniem, ale obiecane mam, że gdy upiecze ponownie według nagrodzonego przepisu, załapię się na poczęstunek.
Przy okazji tegorocznego festiwalu kaszy poznałam nową część Janowa Lubelskiego - ośrodek nad zalewem Zoom Natury. Jest to park rekreacyjny z wieloma atrakcjami, w tym specjalne strefy dla dzieci. Oczywiście największą samą w sobie atrakcją jest zalew i możliwość korzystania z różnego rodzaju sprzętu wodnego. Dość spory teren wokół otoczony jest lasem, co pozwala w razie upałów znaleźć cień i wytchnienie. A tutaj w lesie słynny Kruczek, czyli uroczysko z kapliczką św. Antoniego, który według legendy miał tutaj wypoczywać. W Kruczku bije cudowne źródełko, ale ma to miejsce także znaczenie historyczne. Tutaj zbierali się partyzanci podczas II wojny światowej, tędy przerzucano broń i żywność. Na pamiątkę walki i poświęcenia partyzantów znajduje się tutaj także Droga Krzyżowa. W scenach poszczególnych stacji oprawcy Jezusa mają hitlerowskie mundury.
Na zwiedzanie okolic i tajemnic lasu trzeba jednak wybrać inny termin. Na razie w uszach mam "O sole mio", a w ustach przysmaki. Tak refleksja przy okazji. Dwóch tenorów było młodych (przystojnych, a jakże), glosy mieli potężne, a jeszcze to nagłośnienie (nie, no, operowym głosem nie śpiewa się przez głośniki, ale cóż, taka impreza...) Jednak to ten trzeci, straszy już od kolegów, widać, że bardziej doświadczony scenicznie i głosowo, śpiewał najładniej, miał najlepszą technikę, która uwydatniała walory głosu, jego barwę. Lata praktyki mają znaczenie. Młody może mieć zapał, potencjał i energię, ale w uszach i pamięci pozostaje głos najpiękniejszy i technicznie doskonały.
wtorek, 2 sierpnia 2022
I znowu sierpień - będzie się działo na prowincji
ZAMOŚĆ JAZZ FESTIVAL 2022 _BLUES MEETING oraz
ZAMOŚĆ JAZZ FESTIVAL 2022_40 JAZZ NA KRESACH
5 i 6 sierpnia - godz. 20:00 w Jazz Club Kosz, godz. 20:00 (koncerty biletowane)
14 sierpnia - dwa koncerty o godz. 19:00 i 20:00 Rynek Wodny (wstęp wolny)
Gryczaki - Festiwal Kaszy, Janów Lubelski
6 - 7 sierpnia, Zoom Natury nad zalewem
6 sierpnia od 15:30, 7 sierpnia od godz. 14:00
W programie kulinarne prezentacje, konkurs na potrawę regionalną i nalewkę żurawinową, pokazy gotowania, konkurs drwali "Siekierezada" oraz koncerty. Zapewne większość zainteresuje występ zespołu Wilki, ale ja celuję w The Polish Tenors.
Będą stoiska regionalne, degustacje i fascynacje.
Festiwal Stolica Języka Polskiego Szczebrzeszyn
7 -13 sierpnia, Rynek Wodny w Zamościu pierwszego dnia, a kolejne w Szczebrzeszynie
W programie spotkania z językoznawcami, pisarzami, literaturoznawcami.... Jako goście wystąpią między innymi: Jerzy Bralczyk, Ryszard Koziołek, Halina Pelcowa, Magda Umer, Leszek Mądzik, Anda Rottenberg, Michał Książek, Anna Bikont i... wszystkich nie wymienię.
Będzie o języku, literaturze, muzyce, Śląsku, oczywiście pojawi się temat Ukrainy, ukraińskiej poezji.
Podkarpacki Festiwal Organowy - Klasyka na Podkarpaciu
Trwa od połowy lipca, koleje koncerty sierpniowe:
7 sierpnia - godz. 20:00 - Katedra NSPJ, Rzeszów
13 sierpnia - godz. 18:00 - Jarosław, Opactwo
14 sierpnia - godz. 16:00, Ropczyce Sanktuarium
godz. 17:30 Chmielnik Rzeszowski, Sanktuarium
15 sierpnia - godz. 18:00 - Rzeszów-Zalesie, kościół Wniebowzięcie NMP
21 sierpnia - godz. 20, Rzeszów, Katedra NSPJ
47. Międzynarodowe Koncerty Organowe - Krasnobród
Sanktuarium Maryjne w Krasnobrodzie
14 sierpnia - godz. 17:00 - Paweł Seligman (Cieszyn) - organy
28 sierpnia - godz. 17:00 - Agnieszka Gertner-Polak - sopran, Marek Kudlicki (Wiedeń) - organy
Festiwal re;tradycja - Jarmark Jagielloński - Lublin
19 - 21 sierpnia 2022
klasyczny jarmark 20 i 21 sierpnia na Starym Mieście
poza tym: koncerty, warsztaty ludowego rękodzieła, potańcówki ludowe, spektakle dla dzieci, wystawy w tym wystawa fotografii Ukraina i Ukraińcy w Zaułku Hartwigów oraz malarstwo Ivana Prykhodki w Galerii Gardzienice, pokaz kolekcji ludowej biżuterii i inne
49 Międzynarodowe Spotkania Wokalistów Jazzowych - Zamość Jazz Festival 2022
26 i 27 sierpnia - godz. 20:00 Jazz Club Kosz
niedziela, 29 maja 2022
Notatki z wystawy
W lutym, jeszcze przed obecną wojną prawie zdążyłam na wernisaż. Do Malczewskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie zajrzałam z lekkim opóźnieniem. W Roku Romantyzmu nie można sobie darować takiej gratki. "Jacek Malczewski romantyczny" - jeden z najbardziej rozpoznawalnych pędzli polskiego malarstwa. Idąc od sali do sali, od ściany do ściany, od obrazu do obrazu, przechodzę przez labirynt postaci, kulturowych przestrzeni, toposów i zakodowanych w pamięci skojarzeń. Przed oczami przewija się film archetypów i symboli. Nie ma bardziej od Malczewskiego uniwersalnego malarza polskości.
Portrety....Matki, narzeczonej, dzieci... córki Julii i syna Rafała. Na portrecie syna dzieje się coś dziwnego. Już sam tytuł sugeruje niezwykłość: "Pegaz - portret syna Rafała". Na centralnym miejscu koń daleki od wzorcowego Pegaza, krępy, maści czerwonobrązowej, zupełnie nie przypomina siły natchnienia. Chłopiec w rogu z prawej, w ciemnym stroju, "mundurku". Obok niego kogut albo indyk. Po przeciwnej stronie, z lewej niska postać jakby karła z pękatym brzuchem. Ale, ale... ten karzeł zamiast ludzkich stóp ma owłosione koźle kopyta. Czyżby inny symbol sztuki? Nie Pegaz, lecz Faun lub Bachus ma patronować Rafałowi? Dionizyjska zabawa i życie pełne uciech?
"Powrót Sybiraka" z1912 r. - starzec, któremu kobieta palcami podnosi powieki na inny wymiar świata. Na podniesionej prawej ręce na nadgarstku kajdany, kawałek łańcucha, niebieskie kwiaty; w dłoni Sybirak trzyma pszczołę za skrzydło. "Śmierć Ellenai" w różnych - odsłonach. Od małego szkicu do dużego obrazu z perspektywicznym skrótem od strony stóp.
Miał też poczucie humoru. "Kopciuszek" - przymierzanie pantofelka przez wiejskie dziewczyny w karczmie, młodopolska ludowizna. No i te autoportrety z fartuchem malarskim, z pędzlem, w kapeluszu..."Wytchnienie" - czyje? - artysty: tubki z farbami, pędzle, ale ręce malarza w kajdanach. Sztuka zniewala, bierze artystę w niewolę.
Tryptyk "Mój koncert" - intymny i symboliczny jednocześnie. Skrzypki ludowe, gęśle, starzec na harmonijce gra. "Anioły"- malutki obrazek, różowoblade postacie ledwie widoczne - jakby za zasłoną z folii. Anioły? Czy raczej nagie kobiety?
Chrystus ma twarz Malczewskiego. Odwaga artysty. "Chrystus i jawnogrzesznica", "Niewierny Tomasz" - tylko fryzurę zmienia. Kolejny tryptyk: "Za aniołem": starzec, dziecko, żołnierz?... Aniołowie mają ogromne kolorowe skrzydła prawie do samej ziemi. Ten ze starcem czerwone, ten z dzieckiem - wielokolorowe, z żołnierzem - złotoszare. "Anioł i pastuszek" - motyw z Tobiaszem. Skrzydła do samej ziemi i wysoko ponad głową anioła w czerwonej sukni, boso. Fantazja malarza - chimery w tygrysich kształtach. Ogon pręgowany, tułów i głowa kobiety. Chimery mają talenty muzyczne, na wielu obrazach grają na instrumentach.
Kolejny humor. Na obrazie "Don Kichot i Sancho Pansa" Malczewski przedstawił siebie jako pociesznego sługę jadącego za rycerskim Lanckorońskim - efekt wyprawy archeologicznej na Bałkany i do Grecji, podczas której zadaniem Malczewskiego była dokumentacja ilustracyjna.
Wystawa jeszcze trwa.
niedziela, 1 maja 2022
Na płocie i za płotem
Na płocie drozd śpiewak udaje, że nigdzie nie leci, a w dziobie ma pokarm dla młodych. No to ja udaję, że nie patrzę. Nic to nie dało. Przeczekał mnie. Odleciał dopiero, gdy zniknęłam mu z oczu. Miejsca swoich pisklaków nie chciał zdradzić. A wieczorem śpiewa z najwyższego czubka wiśni.
niedziela, 10 kwietnia 2022
Ukraiński kiermasz świąteczny

piątek, 11 marca 2022
Wracam do "Złotej hramoty"...
Wracam do "Złotej hramoty" Józefa Łobodowskiego i nie mogę się uwolnić. Trudno oprzeć się wrażeniu, że poetyckie słowa sprzed stulecia okazują się dzisiaj tak bardzo aktualne, wręcz współczesne. Brzmią ostrzeżeniem, pod którym obecnie mogą podpisać się kraje naznaczone nieprzewidywalnym i groźnym sąsiedztwem dwugłowego orła.
Nie słyszał głosu przestróg nikt - bo któżby...
Na placu stanął mówca, wkoło było pusto
i śmierć, idąca śladem ciemnej wróżby,
obydwie ręce uniosła ku ustom.
(z wiersza Przesłanie)
W latach trzydziestych XX wieku na fali energicznej działalności wielu grup poetyckich powstała także grupa o nazwie "Wołyń". W jej składzie publikowanym tu i tam, przypominanym przez dawnych uczestników pojawiają się nazwiska Czesława Janczarskiego, Wacława Iwaniuka, Stefana Szajdaka, Zygmunta Rumla, Jana Śpiewaka. Związał się z nimi także Józef Łobodowski, który po zerwaniu z rewolucyjnym komunizmem, w Łucku redaguje czasopismo "Wołyń". W poetyce Łobodowskiego kresowość, ukraińskość i wołyńskość przejawia się między innymi poprzez liczne nawiązania do twórczości Słowackiego. "Złota hramota" - zbiór wierszy opublikowany w Paryżu w 1954 r., ale pochodzący z wołyńskich lat autora, zawiera i parafrazy poety z Krzemieńca, i romantyczną mitologię ludowych ballad ukraińskich i polskich, i nastroje katastroficzne, jak w zacytowanym wyżej fragmencie. Poeta w obrazy ukraińskiej przestrzeni, w tym wpisanych w niej śladów historii, włącza tradycję biblijną, apokaliptyczną i romantyczną legendę niezwyciężonej pieśni.
Jakież głosy zawołają Jezechielom,
jakież struny zapłaczą Jeremiaszom?
Jeno drzewa wiśniowe po sadach się bielą,
złote roje ociężałych pszczół
i upiory stepowe nawzajem się straszą,
z bujnym wiatrem ująwszy się wpół.
Pieśń nie zginie. Na lasach przeczeka i wodach,
w czarną ziemię wsiąknie jak dym.
Potem echo echu ją poda,
z prostej śpiewki urasta w hymn (...)
(z wiersza Taras Szewczenko)
Są w całym zbiorze takie fragmenty i całe wiersze, które bez wiedzy o autorze i czasie powstania można by uznać za poetycką reakcję na współczesne wydarzenia, których groza przywołuje dawnych bohaterów, wskrzesza duchy wodzów minionych dziejów.
O, smagłolica, mieczami pocięta, z gwiazdami u czoła,
gdy żywych zabrakło,
umarłe dzieje wywołaj,
przywróć w pamięci i pieśni wiosnę owego roku,
kiedy hetmana Twojego wieszczy prowadził niepokój,
że ojców gniew przepomniawszy, z rycerzy wiernych garstką
sztandarem Twoim nakrył Ławrę Peczerską
i w stepy szedł,
jako w piekła chadzali archaniołowie.
Niech dziecko, tym śpiewem tknięte, rączki założy na głowie,
niech się rozpłacze, a smutku przyczyny nie wyzna.
Oto nań mroczną zawieją
spadła odwieczna ojczyzna,
oto przyśniły się sny i odtąd wciąż śnić się będą,
a życie nasze wstanie srebrzystomodrą legendą,
albo nie będzie go wcale.
( z wiersza Wrota kijowskie)
czwartek, 3 marca 2022
"Niebo na wschodzie stanęło w krwawej purpurze..."
Józef Łobodowski w "Złotej hramocie" nawiązuje do ukraińsko-wołyńskiej szkoły poetyckiej. Widać to w nawiązaniach do twórczości Malczewskiego, Goszczyńskiego, Zaleskiego, Słowackiego i innych. Szczegóły topograficzne wywołują w wyobraźni miejsca, nazwiska i skojarzenia: Ławra Peczerska, Krzemieniec, Czehryń, Dniepr i Słucz; Wernyhora, Taras Szewczenko, pani Salomea, Sawa i smutna Oksana. Wołyń dla Łobodowskiego stał się drugą ojczyzną wybraną, mimo że urodził się na Suwalszczyźnie. Ojczyzną trzecią, gdzie zmarł będzie później Hiszpania. Tymczasem jednak w latach 30. przenosi się do Łucka, gdzie zakłada czasopismo "Wołyń". W tym czasie pisze wiersze, które po latach znajdą się we wspomnianym na początku wpisu tomiku "Złota hramota" wydanym w Paryżu w 1954 r.
Poza tradycją romantycznej poezji kresowej, zgodnie z duchem czasu, w wierszach Łobodowskiego silnie obecne są nastroje katastroficzne. Poeta sięgnął po tę nutę w świadomym nawiązaniu do Ujejskiego, wydając w 1941 roku tomik "Z dymem pożarów", gdzie zawarł doświadczenie wojny, emigracji i tęsknoty. I tutaj także pojawiają się liczne odwołania romantyczno-kresowe, wołyńskie, ukraińskie. Ostatecznie całe swoje przywiązanie do kresowej ojczyzny Łobodowski zawarł w poemacie "Pieśń o Ukrainie" (1959) pisanym już z perspektywy długoletniego emigranta. Spojrzenie wstecz nie napawa radością: "Oglądam się na trupy tylu lat", zastanawia się jak "znów Dniepr i Wisłę związać pieśni stułą".
Historia lubi zataczać koła, stąd to, co mogłoby się wydawać zastanawiającym proroctwem, być może po prostu jest wynikiem szczególnej poetyckiej wrażliwości wyostrzonej na zjawiska niosące ponadczasowy sens:
"Na wesele wyszedłeś, a hulałeś na stypie
i rzuciła się krew z korowaja."
.................................................
"Dawna ojczyzno nasza, matko Ukraino,
Ukrzyżowana i strzępy rozdarta."
W przeciwieństwie do Łobodowskiego, który Kresy, a szczególnie Wołyń, wybrał sobie na duchową ojczyznę, Jan Śpiewak urodził się w samym ich centrum w zadnieprzańskiej wsi, a dzieciństwo spędził w Chersoniu - dzisiaj wymienianym na wszystkich portalach informacyjnych. Gdy miał 12 lat, jego rodzina zamieszkała w Równem, które stało się pierwszą małą ojczyzną opiewaną w poetyckiej twórczości. Tam też poznał Łobodowskiego oraz innych twórców wołyńskich. Jego debiutancki tomik nosił tytuł "Wiersze stepowe" (1938) i zawierał opis stepu z pogranicza realnej przestrzeni, snu i wyobraźni. Pejzaż jest zarazem realny i mentalny, duchowy. Obrazy, a może raczej wspomnienia Dniepru, Horynia, stepu ewokują jakiś wewnętrzny niepokój, przeczucie smutku, kresu i bolesnej przeszłości: "Obolała, okrwawiona źrenica broni się, nie chce i nie może odsłonić drzazgi lat, które tam nieustannie krwawią", pisał we wspomnieniach w 1965 r. O ile Równe, często przez niego portretowane, było miastem jego rodziców, o tyle dzieciństwo spędzone w Chersoniu Śpiewak opisał w eseju "Narodziny słowa". Oba światy zasnuła wojna, zamykając drzwi do przeszłości:
"Dniepr falami się znosi, wiatr łagodny i senny
sypie śnieg aż po skronie. Wyją, wyją syreny.
(.............)
Gdzie ty, mamo? Nic nie ma. Tylko grom. Błyskawica.
czwartek, 24 lutego 2022
Księgarnia instytucją kultury
Od marca 2020 r. do lutego 2022 r. z Ogólnopolskiej Bazy Księgarń ubyło 401 placówek. Łączna liczba księgarń odnotowanych obecnie wynosi 1738 placówek, gdy - dla porównania - pod koniec 2019 r. było ich 1920. Znikanie odbyło się w zastraszającym tempie i nic nie wskazuje na odwrócenie trendu. Zamknięta została jedyna księgarnia działająca pod szyldem Domu Książki w moim mieście. Pamiętam ją z lat szkolnych, gdy na specjalnej półce antykwarycznej wyszukiwałam książki z dziedziny science-fiction. Były przecenione, więc na uczniowską kieszeń. Z kolei o roli księgarni w czasach studenckich można pisać książki. Stawało się w kolejkach po chodliwy tytuł i bynajmniej nie była to żadna beletrystyka, lecz poważne naukowe wydawnictwa. Ba, trzeba było się zapisywać na specjalne listy rezerwacji, żeby to czy inne profesjonalne opracowanie potem dostać. Pamiętam długie kolejki po pierwsze oficjalne wydanie dziewięciu tomów Gombrowicza, gdy gruchnęła wiadomość, do której księgarni przywiozą, ustawiliśmy się przed świtem jedni drugim zajmując miejsce, gdy ktoś musiał w międzyczasie wyskoczyć na wykład czy inne ważne zajęcia. Tamtej księgarni także już nie ma, w jej miejscu otwarto kolejny oddział jakiegoś banku.
W niedawnym wywiadzie prof. Krzysztof Koehler, wicedyrektor Instytutu Książki, sam przyznał się do swoich czytelniczych poszukiwań raczej poprzez Internet niż osobiście w księgarniach. Jedną z przyczyn jest brak profesjonalnych wydawnictw z dziedziny humanistyki lub po prostu same zainteresowania wykraczające poza pogoń za najnowszymi bestsellerami. Jeśli ktoś czyta klasykę od najdawniejszych epok, raczej nie znajdzie jej w wydawniczych nowościach. Błyszczące okładki ze złoconymi literami nie przyciągną bibliofilów i miłośników literatury dawnej czy nawet i dwudziestowiecznej klasyki.
Zasady wolnego rynku niekorzystnie wpływają na funkcjonowanie księgarń, które zamieniają się w wielobranżowe sklepy typu mydło i powidło. Dziś wchodząc do księgarni zwłaszcza małej, gdzieś w małych miasteczkach, najpierw widzimy kredki, flamastry, akcesoria biurowe, zeszyty, a książek trzeba szukać gdzieś na bocznych półkach. Stopniowe rugowanie książek z asortymentu prowadzi ostatecznie do zniknięcia placówki pod szyldem "księgarnia". Dalsze znikanie z zmniejszanie dostępu do materialnego przedmiotu, jakim jest książka ostatecznie będzie miało wpływ na rozwój psychofizyczny kolejnych pokoleń. W kontakcie z książką w momencie wybierania jej do kupienia ważny jest dotyk, zapach, wrażenia zmysłowe, będące nieodzownym probierzem wartościowania kupowanego przedmiotu. Książka powinna dobrze leżeć w dłoni, sprawiać przyjemność podczas oglądania, oddziaływać na powonienie zapachem nowości, farby drukarskiej. Kontakt przez media elektroniczne tego nie zapewni, prowadząc do deprywacji zmysłowej, na którą skazujemy się na własne życzenie. Konsekwencją deprywacji zaś będą - i są już widoczne - zaburzenia ogólnopsychiczne, zaburzenia percepcji i nieumiejętność prostych zachowań, jak choćby fakt, że zdarzają się już dzieci w szkole podstawowej, które nie potrafią ręcznie przewrócić kartki w książce, w słowniku, bo do tej pory z tekstem drukowanym miały tylko przez pośrednictwo ekranu.
Projekt przekształcenia księgarń w instytucję kultury, a więc wyłączoną z twardych zasad komercyjnej opłacalności handlowej, uznania ich za instytucję pełniącą ważną misję społeczną, mógłby uratować zapewne jakiś procent placówek. Niektóre już funkcjonują jako miejsce spotkań między ludźmi, z przedstawicielami kultury, pisarzami, poetami. Od lat powstają przecież księgarnio-kawiarnie, w których można usiąść przy stoliku, zamówić kawę i przejrzeć nowości, poczytać. Przyznaję, że lubię odwiedzać takie miejsca, gdzie wybór książki nie musi odbywać się na stojąco z koszykiem w ręce i w tłoku. Tak znalazłam Stasiuka w lubelskiej księgarni Między Słowami, tak też oddychałam atmosferą i aromatem kawy w krakowskim Lokatorze coffee & books A przy okazji wyszperałam antologię wierszy Kornholda z płytą, na której wiersze czyta sam autor. W innej krakowskiej księgarni, De Revolutionibus Books & Cafe, byłam dwa lata temu na spotkaniu z Piotrem Śliwińskim, autorem wyboru do antologii "Stulecie wierszy 1918 - 2018". Czy jednak jest możliwe, aby taką działalność prowadziły także placówki w małych miejscowościach? Na razie po prostu księgarnie tam znikają zadłużone i bez perspektyw.
poniedziałek, 14 lutego 2022
O powinowactwie sztuk według Mario Praza
Mario Praz w "Mnemosyne", zgodnie z podtytułem "Rzecz o powinowactwie literatury i sztuk plastycznych", omawia analogie między utworami literackimi a malarstwem, rzeźbą i architekturą. Przestrzega przy tym przed powszechnym błędem naiwnego zestawiania tematów czy motywów obecnych w danej epoce. Dość ostro krytykuje podejście niektórych badaczy koncentrujących się na powierzchownych podobieństwach, w wyniku których błędnie dopatrują się na przykład paraleli między opisem jazdy powozem w "Pani Bovary" a promenadą powozów na obrazie Renoira "Wiosna na Wielkich Bulwarach". Autor dowodzi, że owszem, ta scena ma swoje odpowiedniki w malarstwie, ale będą to raczej XIX-wieczne obrazki rodzajowe lub "Niewidoma dziewczyna" Millaisa. Istotą powinowactwa sztuk nie jest bowiem wspólna tematyka, lecz "jednakowa intencja ekspresywna, jednakowa poetyka, której towarzyszy pokrewna technika instrumentacji". Miarą powinowactwa jest przede wszystkim oddziaływanie dziel sztuki: "wzruszenie widza jest w dużej mierze wywołane myślą o nieszczęściu dziewczyny, tak jak wzruszenie czytelnika Flauberta rodzi się z domysłu na temat tego, co dzieje się wewnątrz karety".
Dla porównania:
fragment powieści Flauberta
"A w porcie, wśród ciężkich wozów i barył, na ulicach, koło rogatek, zdumieni mieszczanie szeroko wytrzeszczali oczy, patrząc na tak niezwykły na prowincji widok: na tę ukazującą się wciąż karetę o zapuszczonych firankach, zamkniętą szczelniej niż grobowiec i kołyszącą się jak okręt. W pewnej chwili, w samo południe, daleko za miastem, gdy słońce prażyło stare, posrebrzane latarnie, spoza żółtych perkalowych firanek wysunęła się obnażona ręka i wyrzuciła kawałeczki podartego papieru, które rozpierzchły się na wietrze i sfrunęły opodal, jak białe motyle, na kwitnące pole czerwonej koniczyny. " (Gustaw Flaubert, "Pani Bovary")
obraz Renoira:
obraz Millaisa
Nieprzystawalność środków wyrazu między literaturą, poezją a malarstwem czy architekturą czasami wydaje się nieprzekraczalna, jednakże według autora, jeśli odrzucić to, co powierzchowne, co wynika z indywidualnych upodobań i możliwości artysty, a sięgnąć do najgłębszej struktury dzieł, można dostrzec "jak różne środki wyrazu zostają użyte do przekazania tej samej interpretacji" świata. Stąd związek między Giottem a "Boską Komedią" Dantego należy rozumieć jako "nieuchronną analogię, wynikającą z tego, że w określonym momencie historycznym podobne założenia historyczne i duchowe w ten sam sposób stały się formą". Luźna kompozycja, natłok postaci, koncentracja na obyczajowym szczególe "Opowieści kanterberyjskich" Chaucera pozwalają znajdować analogie w malarstwie Pietera Bruegla. Cel podróży bohaterów "Opowieści" jest bowiem tak samo tylko pretekstem do snucia niezależnych opowiastek z życia codziennego, jak ukrycie głównej postaci Chrystusa niosącego krzyż w potężnej i zapełnionej niemal setką postaci i kilkudziesięcioma niezależnym obrazkami obyczajowymi scenie "Droga na Kalwarię" Bruegla (obrazu, który stał się kanwą filmu Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż").
Zaletą książki Mario Praza jest dodatek zawierający ponad sto ilustracji odnoszących się do omawianych dzieł sztuki. Bez tego śledzenie rozważań byłoby utrudnione, gdy nie wszystkie nazwiska i tytuły zakodowane są w pamięci i wyobraźni. Kwestię pamięci zresztą, w kontekście jej roli w odbiorze sztuki i rozumieniu ukrytych funkcji, autor omawia dosyć ciekawie. Nie jest możliwe, aby raz uzyskane wrażenie powstałe w wyniku zetknięcia ludzkiej wrażliwości z dziełem sztuki dało się w identyczny sposób powtórzyć, toteż i szukanie analogii w zasadzie odbywa się w przestrzeni pamięci: na ile zdołamy zapamiętać własne odczucia, odczytania, czasami intuicyjne i na ile to przypomniane da się porównać z nowym. Ostrożnie więc należy podchodzić do wszelkich autorytatywnych stwierdzeń, na temat ducha danej epoki i na tej podstawie snuć jakiekolwiek paralele. Nasze współczesne patrzenie na minione dzieła jest bowiem skażone cechami naszej epoki i może nie mieć wiele wspólnego z zamiarami dawnych twórców. Jak bowiem przestrzegał Goethe: "To, co wy nazywacie duchem minionych czasów, moi drodzy panowie, to w końcu tylko wasz własny duch, w którym odbijają się tamte czasy".
sobota, 5 lutego 2022
Popiół są nasze słowa?...
Jarosław Marek Rymkiewicz "Do trupa III"
Leży w sobie ale nie wie komu leży
Ale nie wie komu będzie w co przeminie
Może w trawę się przetrawi w śnieg rozśnieży
Może w wodzie się roztopi może w glinie.
Może leży by nam rosło i pęczniało
By nam było choć nie wiemy czym by było
Może leży by się tliło choć zetlało
By się wśniło choć dozgonnie się wyśniło
Twarz błękitna może nam się przepoczwarzy
Zeschła ślina może jeszcze będzie śliną
Wargom żółtym inne wargi już nie marzą
Zanim będzie może wodą może gliną
Leży w sobie ale jeszcze chciałby służyć
Teraz ty go weź teraz ty go spróbuj użyć
3 lutego w wieku 86. lat zmarł Jarosław Marek Rymkiewicz. Czy naprawdę, jak pisał w pewnym wierszu:
"Popiół są nasze słowa Szarzyński, Morsztynie
I co z popiołu wyjmę to w popiele ginie"?...
czwartek, 13 stycznia 2022
I kto tu jest normalny?...
Na marginesie rozważań o zagrożeniach stosowania powszechnej manipulacji przez Wielki Biznes i Wielkie Rządy Aldous Huxley formułuje nową - jakże adekwatną!- definicję normalności i choroby psychicznej. Już Erich Fromm zauważył, że "współczesne społeczeństwo Zachodu, pomimo swojego postępu materialnego, intelektualnego i politycznego, stwarza coraz mniej przychylne warunki dla zdrowia psychicznego i osłabia w ludziach poczucie bezpieczeństwa, szczęście i zdrowy rozsądek..." Obawiam się, a nawet jestem pewna, że dzisiaj Fromm z przerażeniem mógłby stwierdzić, sprawy zaszły jeszcze dalej.
Globalizacja działań i narzucania szeregu zasad niby to w imię dobra wspólnego - zauważa Huxley - wynika z przyjęcia założenia, że "ogół społeczeństwa ma większą wartość i znaczenie niż jego poszczególne elementy". Człowiek w tej koncepcji jest tu traktowany jako anonimowy element w zbiorze danych, czyli organizacji społecznej. Jednakże należy odróżnić pojęcia: istota stadna i istota społeczna. Człowiek jest istotą stadną, to znaczy żyje w gromadzie, tworzy komórki społeczne, ale ZAWSZE zachowuje w nich swoją indywidualną odrębność. Tymczasem istotę społeczną Huxley rozumie jako istotę, której sensem istnienia jest TYLKO działalnie na rzecz organizacji społecznej typu mrowisko, pszczela rodzina czy termitiera. To owady tworzą organizacje stricte społeczne, człowiek w tym sensie istotą społeczną nie jest. Dlatego każda "cywilizacja, która[...] dąży do znormalizowania jednostki ludzkiej, dopuszcza się gwałtu na naturze człowieka". Prymat zorganizowania społecznego wymaga i poprzez współczesną propagandę medialną stwarza model idealnego człowieka, który "przejawia dynamiczną ugodowość, silne poczucie lojalności wobec grupy i niesłabnące pragnienie podporządkowania się". Nie ma znaczenia, że owa grupa dzisiaj ma rozmiary globalne, a społeczności budowane są wokół narzędzi komunikowania się takich, jak Facebook, Twitter i inne. Zasady obowiązują te same: albo się podporządkujesz, albo...
Niestety, złowieszczo i proroczo brzmią dzisiaj słowa: "Miarą ich choroby psychicznej jest idealne przystosowanie do życia w tym społeczeństwie. Miliony takich nienormalnie normalnych ludzi, funkcjonujących bez zakłóceń w społeczeństwie, do którego nie zdołaliby się dostroić, gdyby zachowali pełnię człowieczeństwa, wciąż pielęgnują iluzję indywidualizmu, ale tak naprawdę w znacznym stopniu są pozbawione indywidualizmu".
Aldous Huxley, Nowy wspaniały swiat. 30 lat później. Raport rozbieżności.
niedziela, 26 grudnia 2021
Moc nieistniejącego
Podobno trzej najbardziej wpływowi ludzie w historii (no, powiedzmy XX wieku) to Churchill, Hitler i Sherlock Holmes. O dwóch pierwszych można się spierać, ale ten trzeci? Przecież nigdy nie istniał. Podobnie stało się z pewnym utworem muzycznym. Wszyscy go znają, mało tego, nawet kojarzą kompozytora, którego nazwisko nierozerwalnie funkcjonuje obok tytułu: Adagio Albinoniego. Adagio g-moll na organy i smyczki. Powiedzielibyśmy, klasyk! Służy za podkład tysięcy żałobnych filmów, kanon funeralnych nastrojów, motyw muzyki klasycznej zaanektowany przez kulturę popularną. Utwór, który tak naprawdę nie istnieje.
Nie napisał go Albinoni, wcale nie pochodzi z epoki baroku i w ogóle nie wiadomo, co kompozytor miał na myśli. Remo Giazotto (1910 - 1998), mało znany, a w zasadzie powszechnie w ogóle nieznany muzykolog, pod koniec II wojny światowej w gruzach biblioteki w Dreźnie znalazł krótki fragment rękopisu Albinoniego z partią basu. Tylko tyle. Nie wiadomo, co też to miało być: jakiś koncert czy sonata. Niczego więcej nie odnaleziono. Co zrobił Giazotto? Dopisał całą resztę w 1949 r. a następnie wydał w 1958 jako zaginione dzieło Albinoniego. Powstał jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów klasycznych, identyfikowanych z muzyką barokową, gdy tak naprawdę baroku w tym niewiele. Za to dużo współczesnej harmoniki, medytacyjnej melancholii, prekursorskich rozwiązań zapowiadających współczesną muzykę filmową. Powstał hit. Placet dał mu nawet Herbert von Karajan, który włączał go do wielu koncertów i w ten sposób spopularyzował.
A później w roku 1985 oficjalnie zdemaskowano mistyfikację. I chociaż od tamtej pory opublikowano tysiące dementi, nadal mówi się: "Adagio Albinoniego". Tak oto mało znany ogółowi barokowy kompozytor Tomaso Albinoni (1671 - 1751) stał się autorem ponadczasowego przeboju, którego nie napisał.
środa, 11 sierpnia 2021
Ostatni malarz z rodu Kossaków
Gdy idąc alejkami parku zboczyłam na ustawione wzdłuż alejki "kossaki", zastanowiłam się, który to z nich. Okazało się, że ten, którego nie znałam - Karol Juliusz Zygmunt Kossak (1896 - 1975), wnuk Juliusza Kossaka, bratanek Wojciecha, stryjeczny brat Zofii Kossak-Szczuckiej, Magdaleny Samozwaniec i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ostatni malarz z rodu Kossaków.
Znakiem rozpoznawczym Kossaków są konie. Nie inaczej jest w malarstwie Karola. Karol Kossak studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, doskonalił warsztat także pod okiem stryja Wojciecha. Maluje konie ze stadniny książąt Sanguszków, a następnie, po przeprowadzce z rodziną w 1935 r. do Tatarowa nad Prutem, zainteresował się folklorem huculskim i urzekły go konie huculskie. Po wojennej tułaczce ostatecznie osiadł w 1948 r. Ciechocinku i tutaj był stałym bywalcem okolicznych stadnin. Na czarno-białych szkicach portretował konie z bryczkami i chłopskimi wozami spotykane na co dzień w prężnie rozwijającym się kurorcie. Podczas pogrzebu artysty w 1975 r. w kondukcie żałobnym jechały wszystkie ciechocińskie konne dorożki.
niedziela, 16 maja 2021
Noc Muzeów 2021
Tym razem, w przeciwieństwie do ubiegłego roku, można było się wybrać także osobiście. Ale się nie wybrałam i zwiedzałam online. Dzięki temu w ciągu jednej nocy byłam w kilku oddalonych miejscach. Najdalej w Supraślu, a dokładniej w Muzeum Ikon na wernisażu "Niebo na Ziemi". Wystawa prezentuje ikony sióstr Iłarii i Agnieszki z pracowni ikonograficznej na Świętej Górze Grabarce. Na wystawie znajduje się ok. 30 ikon, większość tradycyjnych na desce, ale są też rzadsze na kamieniu. Ikony są tradycyjne, rozpoznawalne sceny i ujęcia z Chrystusem Pantokratorem czy Trójcą Świętą w stylu Rublowa. Każdy detal wiernie odtworzony. Jak bowiem mówiła siostra Iłaria, ikony nie są dziełem improwizacji, lecz modlitewnego skupienia.
Muzeum Narodowe w Lublinie zaprezentowało krótką prezentację na temat lubelskich cukierni. Naleciała mnie ochota na coś słodkiego. Okazuje się, że moje wizyty w Cukierni Chmielewski na Krakowskim Przedmieściu są wręcz historyczne! Cukiernia działa od 1900 roku. Początkowo był to sklep cukierniczy założony przez Władysława Chmielewskiego, który cukierniczego fachu uczył się w Warszawie, a jego dyplom podpisany jest przez Bliklego. Jest to najstarsza działająca cukiernia w Lublinie, mimo że w latach powojennych upaństwowiona i przemianowana na "Ratuszową". w latach dziewięćdziesiątych wróciła do spadkobierców założycieli: wnuków Władysława i Stanisławy Chmielewskich.
Pierwsza cukiernia w Lublinie należała do znanego szwajcarskiego rodu Semadenich. Mieli oni cukiernie w wielu miastach: oprócz Lublina także w Łomży, Płocku, Warszawie, Kijowie, Suwałkach. W Lublinie na ulicy Królewskiej założył ją Andrea Semadeni w 1836 roku. Niestety, po wojnie została znacjonalizowana i obecnie już nie istnieje. Tak samo nie przetrwała cukiernia Rutkowskiego na Krakowskim Przedmieściu 27, którą nawet po jego śmierci nazywano "u Rutka".
Przedwojenne, a nawet jeszcze dawniejsze, tradycje podtrzymuje "Chmielewski ", gdzie bywała nawet Hanka Ordonówna w czasie, gdy śpiewała w lubelskim Teatrze Wesoły Ul.
Na tym nie koniec muzealnych nocnych wojaży. W Muzeum Okręgowym w Rzeszowie obejrzałam portret Katarzyny z Branickich Potockiej. Jest to kopia dzieła Franza Xavera Winterhaltera, malarza niemieckiego, który malował portrety wielkich dam XIX wieku, np. cesarzowej Eugenii czy cesarzowej Elżbiety. Ciekawostką jest fakt, że namalował też portret żony Zygmunta Krasińskiego - Elizy Franciszki z Branickich, która była starszą siostrą Katarzyny. Trzeba przyznać, że na obu portretach Winterhalter przedstawił kobiety piękne. Portret Katarzyny jest mniejszy, owalny, obejmuje tylko górną część postaci do pasa. Eliza została natomiast przedstawiona prawie w całości, w wielkiej, niby atłasowej sukni, z długim woalem na ramionach i spływającym spod rąk wzdłuż sukni.
Skoro już wypłynął temat wyglądu damy, obejrzałam też zapowiedź - również w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie - wystawy strojów i akcesoriów damskich. Prościej rzecz ujmując, przedmiotów służących upiększaniu. Na szczęście jedwabne buciki na stopy lotosowe - bandażowane od najmłodszych lat stopy Chinek, początkowo popularne w wyższych sferach, a później także w niższych - dzisiaj już nikogo nie krępują, a proceder został zakazany dawno temu. Dlatego buciki mogą być tylko przedmiotem muzealnym jako dzieło sztuki, zwłaszcza haftu. Wachlarzyk też niczego sobie, ale oktagonalna torebeczka na puder i róż z lusterkiem, w dodatku emaliowana na niebiesko, jak nic mogłaby znaleźć się w wyposażeniu kobiety wybierającej się do teatru albo do cukierni chociażby na randkę. Rzecz bowiem pochodzi z serii Le Début pochodzącej ze słynnych salonów kosmetycznych Richarda Hudnuta, który zaprojektował zestawy takich puderniczek wraz z flakonikiem na perfumy i etui ze szminką w czterech kolorach w zależności od nastroju. Kolor czarny oznaczał wyrafinowanie, zielony przygodę, biały wesołość, a niebieski to romans, czyli w sam raz na randkę. Trzeba przyznać, że design jest elegancki, czyste art deco.
Ha, znalazłam! Takie cacko na różnych portalach z antykami waha się w cenie od 320 do 680 zł.
W środku są dwie poduszeczki na puder i róż oraz lustereczko i całość jest na łańcuszku z kółeczkiem na palec. Projekt z 1928 roku.
No dosyć tego dobrego, pora spać! Dobranoc.
niedziela, 25 kwietnia 2021
Hajnowskie i janowskie zwycięża
W konkurencji ludowej pieśni. Tegoroczne Nagrody Radiowego Centrum Kultury Ludowej "Muzyka Źródeł" powędrowały do śpiewaczek z Dobrowody w gminie Kleszczele, powiat hajnowski, czyli na Podlasie, oraz do Zbigniewa Butryna z Janowa Lubelskiego, rekonstruktora suki i założyciela Szkoły Suki Biłgorajskiej w Szklarni.
Położenie geograficzne gminy Kleszczele i Dobrowody w powiecie hajnowskim:
Zespół śpiewaczy z Dobrowody tworzą trzy panie: Nina Jawdosiuk (ur. 1942), Walentyna Klimowicz (ur. 1943) i Barbara Jakimiuk (ur. 1945). Przecudne głosy i starodawne lokalne pieśni, a jakim cudnym językiem śpiewane. Aż się łezka w oku kręci.
niedziela, 11 kwietnia 2021
Z Purwiszek do Lublina i Madrytu i z powrotem
Urodzony w 1909 roku w Purwiszkach Józef Łobodowski przeszedł charakterystyczną dla swojego pokolenia tułaczkę, aby zakończyć życie na emigracji, a po śmierci wrócić do kraju w urnie. Wkrótce po narodzinach syna rodzina osiadła w Lublinie, ale nie na długo. Ojciec będący oficerem w armii carskiej otrzymał skierowanie do służby w Rosji, więc Łobodowscy zamieszkali w 1914 r. w Moskwie, a następnie od 1917 r. na Kaukazie w Jejsku nad Morzem Azowskim. Losy młodego Józefa Łobodowskiego zaczęły przypominać życiorys Cezarego Baryki. Najpierw, podobnie jak w przypadku bohatera Żeromskiego, naukę w szkole w Jejsku przerwała rewolucja. Następnie zmarł ojciec i po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Łobodowski wrócił w 1922 r. do kraju z matką i siostrą osiedlając się ponownie w Lublinie. Tutaj redagował pierwsze czasopismo "Dźwigary", które miały wyrażać radykalne rewolucyjno-komunistyczne poglądy, ale ukazały się tylko dwa numery.
Losy szkolne w II Liceum Ogólnokształcącym i później studenckie na KUL miał burzliwe, zyskując przydomek "atamana Łobody". W ewolucji poglądów i poetyki kresowość, ukraińskość, stepowość stały się dominującym motywem jego twórczości, wyraźnym nawet w ostatnim emigranckim okresie, gdy po II wojnie światowej osiadł na stałe w Madrycie. To Ukraina stała się jego duchową ojczyzną, a tematyka kresowa jest stale obecna w twórczości tak poetyckiej, jak publicystycznej. Jeszcze w latach międzywojennych, w 1937 r. przeniósł się do Łucka, gdzie między innymi był redaktorem tygodnika "Wołyń". Pisał o Ukrainie i tłumaczył ukraińskich autorów, jak Tarasa Szewczenkę, Olega Ożycza, Jewhena Małaniuka, Natalii Liwyckiej-Chołodnej. Utwory te znalazły się później w tomie wydanym w 1954 r. "Złota hramota". Poeta świadomie kontynuuje wielką ukraińsko-wołyńską szkołę poetycką, nawiązując do Malczewkiego, Goszczyńskiego, Zaleskiego i Słowackiego.
Tułaczka powojenna ostatecznie rzuciła Łobodowskiego na szlak Don Kichota. Zainteresował się tutaj innymi rodzajami poezji, wprowadził do swojej twórczości motywy poezji hiszpańskich Arabów, stąd tytuł tomiku z 1961 r. "Kasydy i gazele". Podejmował też prace translatorskie przekładając poetów hiszpańskojęzycznych na język polski, Niemniej mimo powojennego wieloletniego (46 lat) pobytu w Hiszpanii, Lublin pozostał miastem na zawsze zrośniętym z ojczystymi korzeniami, gdyż po śmierci w 1988 r. zgodnie z jego życzeniem, urnę z prochami przewieziono do Polski. Józef Łobodowski pochowany został w rodzinnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Lipowej. Dlatego od 2015 roku Lubelski Oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, wraz z Lubelskim Oddziałem Stowarzyszenia Współpracy "Polska-Wschód" przyznaje Międzynarodową Nagrodę im. Józefa Łobodowskiego w trzech kategoriach
a) dla pisarza z krajów wschodnich, którego książka ukazała się w przekładzie na język polski;
b) dla tłumacza współczesnej literatury polskiej na jeden z języków środkowej i wschodniej Europy;
c) dla popularyzatora idei ponadgranicznej współpracy na polu polityki, religii, nauki, literatury i sztuki z krajów środkowej i wschodniej Europy.
Jako pisarz emigracyjny otwarcie krytykujący powojenne władze w Polsce był Łobodowski autorem w kraju niedrukowanym i nieznanym.
Józef Łobodowski urodził 19 marca 1909 r., zmarł 18 kwietnia 1988 r. Jesteśmy między rocznicami: minęła 112 rocznica urodzin, a za tydzień minie 33 rocznica śmierci poety. Gdy na lubelskich wydziałach polonistyki i w gronie lubelskich pisarzy gruchnęła wieść o śmierci poety, wiedzieliśmy, że odszedł ktoś ważny, jeden z ostatnich "romantycznych" poetów. Wojenny tomik z 1941 roku nosi tytuł zapożyczony z przejmującego "Chorału" Ujejskiego: " Z dymem pożarów". Od kwietnia do października czekaliśmy na uroczysty pogrzeb urny z prochami sprowadzonej do Lublina. Ceremonia odbyła się 23 października z udziałem lubelskich hierarchów kościelnych, przedstawicieli środowisk literackich i kulturalnych oraz lubelskich uczelni, zwłaszcza pracowników i studentów wydziałów polonistycznych. I ja tam byłam.
Na śmierć Czechowicza (fragm.)
Znowu siano zapachnie w młodych snach,
Lublin ocknie się lipcowym srebrnym świtem.
Kiedy białe gołębie wylecą nad dach,
jakbyś wstrząsnął gałęzią jaśminu...
A tam pola dojrzałe, zboża złotolite,
senna cisza kładzie się na naszych krokach.
Ale ty nas, ziemio, nie winuj,
że żałobny niesiemy ci brokat,
że cmentarne przywidziały nam się smutki
pod tą pieśnią, którą głucho
jęczą, huczą gliniane dzwony...
Na własną śmierć
Na obcej ziemi boję się umierać.
Bez lęku spotkam śmierć ojczystą,
śmierć na ziemi, co mych prochów nie rozgubi.
Tam się oddam szeleszczącym liściom,
zamienię się w goryczkę i łubin...
Żeby mi lubelskie, cmentarne słowiki
zanosiły się co noc miłosnym krzykiem;
żebym wiedział, w ciepłą wtulony borowinę,
żem jest dla niej nie przybłędą, nie gościem,
lecz synem;
Wybrana bibliografia dla zainteresowanych:
Tadeusz Kłak: Na drogach Don Kichota. Emigracyjna twórczość Józefa Łobodowskiego, "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace polonijne". 1993, zeszyt 18.
Józef Łobodowski, "Kresowe Stanice", http://www.osadnicy.org/004-011poezjap760k.pdf [dostęp 11.0.2021]
Irena Szypowska: Łobodowski - poeta świadomy dziejów. "Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza". R. XXIII/ 2003, str. 17-30.
Florian Śmieja: Józef Łobodowski o sobie i swojej poezji. "Odra" 1991, nr 4, str. 63 -65. [https://docplayer.pl/10081305-Jozef-lobodowski-o-sobie-i-swojej-poezji.html dostęp: 11.04.2021]
W stulecie urodzin Józefa Łobodowskiego. "Scriptores" Lublin 2009 [http://bc.pollub.pl/Content/296/PDF/s35.pdf dostęp: 11.04.2021]
niedziela, 21 marca 2021
Zmarł Adam Zagajewski
Ostatnia burza
Kto odchodzi.
Kto pił milczenie.
Już tylko burze krzyczą w sierpniu
jak szaleniec, którego zabiera karetka pogotowia.
Gałęzie biją nas po policzkach.
Liście olch pachną snem, olejem siennym.
Trzeba słuchać, słuchać, słuchać.
Źródła zmęczone oddychają pod wodą.O czwartej nad ranem
ostatni samotny piorun
rysuje coś szybko na niebie.
Mówi "Nie". Albo "Nigdy".
A może: "Odwagi, ogień nie zgasł".
czwartek, 18 marca 2021
Jean-Pierre Norblin - szkice z natury
Przed ponownym zamknięciem muzeów zdążyłam w ostatniej chwili odwiedzić pewnego malarza. Nazywał się Jean-Pierre Norblin de La Gourdaine (1745 - 1830). Urodził się w Szampanii, ale nie musiałam jechać do Francji. To on przyjechał do Polski i znany w naszej kulturze jako Jan Piotr Norblin został w epoce stanisławowskiej ojcem polskiego malarstwa rodzajowego. Poza tym był też ojcem ośmiorga dzieci, spośród których jeden syn został wiolonczelistą, a od najstarszego wywodzi się polska gałąź Norblinów.
Jan Piotr Norblin mieszkał i tworzył w Polsce przez 30 lat (1774 - 1804), zakładając w tym czasie tutaj rodzinę i uzyskując tytuł szlachecki. Przyjechał z rodziną Czartoryskich jako książęcy malarz i nauczyciel sztuki ich dzieci. Pozostawił po sobie wiele ważnych obrazów tworzonych najpierw w stylu rokokowym, a następnie rodzajowych i niekiedy nawiązujących do ważnych wydarzeń historycznych, jakie rozgrywały się wówczas w Polsce, np. "Wieszanie zdrajców na Rynku Starego Miasta 9 maja 1794 roku".
Jednakże siłą Norblina był nie pełnowymiarowy obraz, ukończone dzieło w kolorze i o wypełnionej kompozycyjnie przestrzeni, ale szkic, lekka kreska i zmysł obserwacji. Świadczą o tym rysunki i akwaforty często w tak mikroskopijnym rozmiarze, że niepodobna wyobrazić sobie, aby autor mógł wykonać je bez pomocy lupy. Najmniejsze mają wymiary 1,5 na 1,5 cm, inne niewiele większe: 2 na 3 centymetry. Na tych niewielkich wielkości znaczka pocztowego szkicach znajdziemy prawdziwe bogactwo typów postaci, fizjonomii, strojów i reprezentantów grup społecznych: chłopów, Żydów, wędrownych handlarzy, muzykantów, mieszczan, żebraków, duchownych, przekupek, dzieci, podróżnych z kosturem w dłoni i elegantów w kapeluszach z pawimi piórami. Czasami jest to cała postać, a czasami tylko popiersie lub twarz. W każdym razie jest to niesamowita galeria postaci zamieszkujących ówczesne ziemie polskie ze szczegółami oddająca ówczesne stroje, nakrycia głowy i twarze.
Nie znajduję odpowiedzi na pytanie, dlaczego owe szkice są tak miniaturowe. Czy malarz nosił je po prostu w kieszeni i większe by się nie zmieściły? Czy cierpiał na deficyt papieru? Niepodobna przecież, aby Czartoryscy nie zadbali o warsztat pracy dla swojego nadwornego artysty! Jakakolwiek była przyczyna, możemy dzisiaj podziwiać nie tyle miniaturowość owych rysunków, ile ich wartość artystyczną i historyczno-obyczajową. Niemniej jest w tym jakiś godny podziwu szacunek dla prawdy oka, gdy w szeregu niewielkich obrazków odkrywamy takie szczegóły jak sękaty kostur w ręce wędrowca, misterne promienie chorągiewki ptasiego piórka zatkniętego na czapce, gęste loki na portrecie kobiety czy postrzępione łachmany żebraka. Ślady minionych wieków utrwalone ręką malarza.
Chłop z kijem
Głowa kobiety
Chłopskie dziecko - obrazek był w szafce za szybką, dlatego trochę się światło odbija
Modlący się zakonnik
Grający na dudach
Popiersie z profilu - widać, że szlachcic, ale tutaj właśnie to misterne piórko narysowane, które z bliska budzi podziw precyzją wykonania
Zmiany
Kończę pisanie na tym blogu. Prowadzenie równoległych blogów jest wyczerpujące. Zwłaszcza, że tematyka - szeroko pojęta kultura - jest p...

























