Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o muzyce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o muzyce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Jarmark i muzyka

              Mimo zmienionej formuły Jarmarku Jagiellońskiego, który teraz jest częścią imprezy o nazwie Festiwal Re:tradycja nadal znajdują się tu wydarzenia, na które warto przyjechać. Sam jarmark trwał przed dwa weekendowe dni, w sobotę i niedzielę 20-21 sierpnia. Na przyjazd wybrałam niedzielę ze względu na akcenty muzyczne. W kościele oo. Dominikanów tym razem wystąpiło norwesko-szwedzkie trio Ævestaden z Oslo. Wykonują muzykę tradycyjną z towarzyszeniem ludowych instrumentów takich, jak drumla, skrzypce, kantele, lira wspomaganych elektroniką. Folklor tamtego rejonu nie jest mi znany, posłuchałam więc z przyjemnością. Coś zupełnie nowego, odmiennego. Muzyka raczej spokojna, taka powiedziałabym leśna, orzeźwiająca. Delikatne głosy solistek sprawiały wrażenie, że słucham jakichś leśnych duszków, albo koncertu elfów. Muzyka delikatna, falująca z kilkoma żywszymi akcentami, ale bez przesady. Naprawdę można było zamknąć oczy i zasłuchać się, odpocząć, wyciszyć po innych jarmarkowych atrakcjach. Po koncercie można było kupić płytę, i to jaką! Czarną gramofonową. A więc i fonografia utrzymana w tradycji. I z tej płyty kilka nagrań, choćby takie:


I jeszcze taki kawałek stopniowo się rozkręca


        Tuż po tym koncercie trafiłam na drugi: z wysokiej Wieży Trynitarskiej grał Joszko Broda.  To z kolei wydarzenie towarzyszące całemu festiwalowi w ramach przedsięwzięcia o nazwie "Muzyczna podróż przez pokolenia". Trudno było dostrzec z placu, na czym grał za każdym razem, a grał na kilku różnych instrumentach. Zdaje się, że była koza podhalańska, na pewno coś jeszcze, bo Joszko Broda jest multiinstrumentalistą. Mimo wysokości - platforma widokowa znajduje się na wysokości 40 metrów - słychać było doskonale i po koncercie muzyk otrzymał brawa od słuchaczy zgromadzonych na placu przy Trybunale Koronnym 
       Sam jarmark zaś po dwuletniej przerwie wrócił do poprzedniej międzynarodowej formuły. Na stu dziesięciu straganach prezentowali swoje dzieła artyści ludowi z Polski i zagranicy: Litwy, Słowacji, Ukrainy, Białorusi, Bułgarii, Węgier.  Albo regionami: Beskidy, Kaszuby, Łowickie, Podole i Polesie, Wołyń, Roztocze, Karpaty i inne. Pachniało woskiem przy obrotowym kole artysty z Tyszowiec, który wyrabiał świece. Ze straganów muzycznych dobiegały dźwięki a to liry korbowej, a to skrzypiec, a to bębenków i grzechotek. Kramy z wyrobami tkackimi i ludowymi pająkami mieniły się wszystkimi kolorami. Serwety, chodniki i obok weselne korony wyszywane lub z kwiatów z bibuły. Kusiły miody z pasieki i miody pitne. Pocztówki, kartki i zakładki z wzorami z Petrykiwki malowane pędzelkiem z kociej sierści obok stoiska z ceramiką w tradycyjne wzory krymskich Tatarów. Słowem, cudowności wszelkiej maści z sierpniowego kalendarza atrakcji

poniedziałek, 21 marca 2022

Melodie czasu wojny

      Ostatnio na wielu scenach świata przypomina się ukraińską muzykę, ukraińskich kompozytorów. Nie da się nawet wymienić wszystkich dotąd zorganizowanych koncertów od Warszawy po Nowy Jork. Organizatorzy sięgają po muzykę ukraińską, w tym oczywiście na początku często wykonywany jest Hymn Ukrainy.  Nie o nim jednak tutaj chcę napisać. Spośród wielu utworów na szczyt popularności wybijają się szczególnie dwa utwory. Jeden z nich został wykorzystany w słynnym już nagraniu filmowym wyemitowanym 16 marca przez Wołodymyra Zełenskiego podczas wystąpienia przed Kongresem USA. Nie jest to nowa kompozycja, ale teraz stała się ogromnie popularna i skupia w sobie wszystkie emocje obywateli Ukrainy związane z wojną. Jej autorem jest nieżyjący już (zmarł w 2020 r.) Mirosław Skoryk, kompozytor i muzykolog, dyrektor Opery Kijowskiej. Tytuł kompozycji najprostszy z możliwych, po prostu "Melodia". W Polsce zabrzmiała już 28 lutego podczas koncertu "Ukraino, walcz" i odtąd wykonywana jest przez wiele polskich orkiestr jako motyw wiodący, a podchwyciły ten zwyczaj także inne orkiestry na świecie.  Nikt już nawet nie pamięta, że utwór pochodzi z 1982 roku i został skomponowany do filmu. 


      Autorem drugiego utworu, "Modlitwa za Ukrainę", ostatnio przypomnianego podczas koncertu w Metropolitan Opera jest Walentyn Sylwestrow (ur. w 1937 r.), kompozytor z Kijowa. 

niedziela, 26 grudnia 2021

Moc nieistniejącego

             Podobno trzej najbardziej wpływowi ludzie w historii (no, powiedzmy XX wieku) to Churchill, Hitler i Sherlock Holmes. O dwóch pierwszych można się spierać, ale ten trzeci? Przecież nigdy nie istniał. Podobnie stało się z pewnym utworem muzycznym. Wszyscy go znają, mało tego, nawet kojarzą kompozytora, którego nazwisko nierozerwalnie funkcjonuje obok tytułu: Adagio Albinoniego.  Adagio g-moll na organy i smyczki. Powiedzielibyśmy, klasyk! Służy za podkład tysięcy żałobnych filmów, kanon funeralnych nastrojów, motyw muzyki klasycznej zaanektowany przez kulturę popularną. Utwór, który tak naprawdę nie istnieje. 

            Nie napisał go Albinoni, wcale nie pochodzi z epoki baroku i w ogóle nie wiadomo, co kompozytor miał na myśli. Remo Giazotto (1910 - 1998), mało znany, a w zasadzie powszechnie w ogóle nieznany muzykolog, pod koniec II wojny światowej w gruzach biblioteki w Dreźnie znalazł krótki fragment rękopisu Albinoniego z partią basu. Tylko tyle. Nie wiadomo, co też to miało być: jakiś koncert czy sonata. Niczego więcej nie odnaleziono. Co zrobił Giazotto? Dopisał całą resztę w 1949 r. a następnie wydał w 1958 jako zaginione dzieło Albinoniego. Powstał jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów klasycznych, identyfikowanych z muzyką barokową, gdy tak naprawdę baroku w tym niewiele.  Za to dużo współczesnej harmoniki, medytacyjnej melancholii, prekursorskich rozwiązań zapowiadających współczesną muzykę filmową. Powstał hit. Placet dał mu nawet Herbert von Karajan, który włączał go do wielu koncertów i w ten sposób spopularyzował. 

          A później w roku 1985 oficjalnie zdemaskowano mistyfikację. I chociaż od tamtej pory opublikowano tysiące dementi, nadal mówi się: "Adagio Albinoniego".  Tak oto mało znany ogółowi barokowy kompozytor Tomaso Albinoni (1671 - 1751) stał się autorem  ponadczasowego przeboju, którego nie napisał.  

czwartek, 9 grudnia 2021

Kwestia śpiewu

     W mroku rozświetlonym tylko świecami rozlega się najstarsza pieśń obu Kościołów - Akatyst ku czci Bogarodzicy. Przed ołtarzem unosiło się kadzidło. Stoimy trzymając w rękach świece. Kantor zaczyna pd Kontiakonu, po nim następuje pierwszy Ikos śpiewany przez chór.  I tak na przemian dwanaście razy, aby zakończyć ostatnim trzynastym Kontiakonem. Stoimy, śpiewamy, świece się dopalają. Czas mija, ale nie czuje się zmęczenia. Na koniec umawiamy się na następny raz. 

Tak było także wczoraj, można powiedzieć: tak się odbywa co roku 8 grudnia. 

Zamieszczam to nagranie, bo najbardziej przypomina to, na którym byłam. 


Ten sam Akatyst w języku staro-cerkiewno-słowiańskim


Jeśli ktoś chce zobaczyć cały tekst - jest TUTAJ

czwartek, 2 grudnia 2021

Sherlock Holmes i skrzypce

     Toż ja od tego powinnam zacząć w poprzednim wpisie.  Temat główny "Baker Street 221B" z serialu Granady, kompozytor Patrick Gowers. Od niego zaczyna się każdy odcinek i czasami w niewielkich ułamkach pojawia się to tu, to tam, gdy główny bohater sięga po skrzypce.  Raz, bo zadowolony, a innym razem, ponieważ szuka rozwiązania, a w jeszcze innym rozładowuje frustrację. Raz też robił na złość Watsonowi. Nie, nie przesadzajmy. Jeremy Brett tego nie gra. A kto? A owszem, dowiedziałam się, znalazłam: Kenneth Sillito

A więc słuchamy:

niedziela, 21 listopada 2021

Ha! Znalazłam! Zaiste, zasoby Internetu są niezgłębione

       Dwa tygodnie szukałam.  Sieć stawiała mi różne przeszkody po drodze, a to jakaś subskrypcja potrzebna, a to logowanie, a to wykupienie usługi premium. W końcu znalazłam dostęp bez żadnych takich warunków. 

        Czasami o wartości filmu decyduje najbardziej muzyka. Bywa, że film jest beznadziejny, ale muzyka, muzyka porywająca. Ze wszystkich czterech serii serialu z Jeremym Brettem w roli Sherlocka Holmesa akurat ten docinek należy do najmniej interesujących. Akcja się ślimaczy, główne skrzypce gra nie Sherlock Holmes, który postanawia wyjechać w góry, lecz jego brat Mycroft, w dodatku reżyser czy też scenarzysta powsadzał jakieś mistycyzmy w formie trzeciego oka i takie tam bzdury niepasujące kompletnie do logicznego umysłu detektywa.  Za to muzyka jest najmocniejszą stroną tego odcinka.  Dla samej muzyki warto obejrzeć, zwłaszcza (sztampowe dosyć) zakończenie i posłuchać. 

       Ale, ale, najlepiej by było mieć samo nagranie. No i mam, znalazłam.  O kompozytorze nic nie wiedziałam, dopóki ta muzyka nie zwróciła mojej uwagi. Udała mu się!  Teraz więc mogę słuchać do woli. 

William Patrick Gowers, muzyka z odcinka "The Adventure of Mazarin Stone". 


       Nie powiem, jeszcze w kilku innych odcinkach Gowers zaskakuje pomysłami, ale nie wszystko od razu. Będę dozować po kolei. 

niedziela, 24 października 2021

Trzy tygodnie z Chopinem

       Od 2. do 23. października z jedno- i dwudniowymi przerwami po pierwszym, drugim i trzecim etapie. Ostanie trzy dni - 21 - 23 października to już sama radość słuchania: koncerty laureatów. Bo podczas przesłuchań finałowych się denerwowałam. Co innego, gdy się ma już duże doświadczenie występowania z orkiestrą, a co innego, gdy się takiego doświadczenia nie ma. Ale udało się wszystkim. Chyba... 

       Pierwszy, czwartkowy koncert po ogłoszeniu wyników jeszcze nie był taki, jak powinien. Laureaci byli zmęczeni. Bruce Liu, zdobywca I miejsca mówił, że spał tylko dwie godziny. Dopiero w drugim, a już najbardziej w trzecim, sobotnim koncercie niektórzy odstresowali się całkowicie i grali już zupełnie na luzie. Nawet lepiej niż podczas konkursu. Dopiero w sobotę doceniłam mistrzostwo mazurków w wykonaniu Kuszlika, a Aimi Kobayashi w interpretacji preludiów znowu zabrała wszystkich w jakąś niezwykłą, mistyczną kontemplacyjną przestrzeń. "Ona jest nie z tego świata" - napisał jakiś internauta. Bruce Liu w sobotę z Koncertu e-moll zrobił prawdziwe arcydzieło. I wreszcie z całym przekonaniem uznałam, że chciałabym mieć to nagranie na płycie.  

      Internauci jak zwykle nie zawiedli. Oczywiście, czasami lepiej jest słuchać, co mówią, co podpowiadają specjaliści.  Na co zwrócić uwagę, co jest wyjątkowego w tej czy innej interpretacji. Przywiązywać się do ich opinii za bardzo nie należy, warto, wykazując się samodzielnością, spojrzeć czasami niezmąconym okiem i uchem. Ale to, co działo się na czacie podczas transmisji, też było ciekawe. Pominę zjawiska negatywne, bo i takie się pojawiły, niestety. Niemniej tylu braw, tylu zachwytów, tylu wyrazów uwielbienia to ja nigdzie nie widziałam. I tylu "frogs"! 

      Gorąca dyskusja wywiązała się zwłaszcza po ogłoszeniu dwunastki finalistów, gdy nie przeszli czyiś ulubieńcy.  I się zaczęło: dlaczego nie ma tego, dlaczego tamtego, a dlaczego dwanaścioro, skoro regulamin mówi o dziesięciorgu finalistach?  Gdyby jury czytało czat, nie wybrałoby nigdy nikogo a lista byłaby tak długa, jak niemal na samym początku przesłuchań. A tak mimo wszystko zamknęli definitywnie drzwi za dwunastką i wszyscy niezadowoleni mogli sobie z czystym sumieniem - że nie od nich to zależało - ponarzekać. 

      Jeszcze gorętsza dyskusja - czy raczej wylewanie łez i danie upust żalom - trwała do dziś. Obok zaś pełne euforycznego uwielbienia peany ze strony tych, których typowania się potwierdziły.  Ponownie dużo "clapów",  bukiecików,  serduszek, całusów, nutek i "frogs". Najbardziej adekwatny komentarz do minionych trzech tygodni brzmiał: "Czy to już ostatni koncert. I co teraz będę robić wieczorami?" Też się nad tym zastanawiam.  Cztery lata oczekiwania na następną edycję wydają dzisiaj wiecznością. Przedsmak wieczności zdarzył się juz teraz, w tej edycji konkursu, gdy Aimi Kobayashi grała preludia.

       

        Tymczasem można zastanowić się nad kwestią mechanizmów uczenia się. Jak to się dzieje, że określone stany wyjściowe prowadzą do konkretnych efektów? Inteligencja, aspiracje, emocje, pamięć, osobowość i temperament każdego uczestnika w zetknięciu z materiałem muzycznym Chopina uczyniły z nich wirtuozów. Znowu odwołam się do wywiadu z Brucem Liu, który jest artystą bardzo świadomym i wciąż analizującym swoje umiejętności w perspektywie możliwości poprawienia, usprawnienia tego, co jest jego zdaniem niepełne, co nie odpowiada jego wyobrażeniu o muzyce.  On właściwie nigdy nie jest w pełni z siebie zadowolony.  Chyba nawet gdy gra, już myśli, co następnym razem zmienić, poprawić, udoskonalić. 

      W starym zeszycie z notatkami z psychologii znalazłam dwa wykresy krzywej uczenia się: jedna to wznosząca się łagodnie i sukcesywnie, a druga wznosząca się etapowo. Której odpowiada uczenie się utworów muzycznych?  I co będzie kolejnym wyzwaniem dla Choziainowa, który ma w repertuarze wszystkie utwory Chopina?  Mam nadzieję, że to nie będzie li tylko przechodzenie od nazwiska do nazwiska, jak w przypadku jarmarków w mieście, w którym na początku XVII w. były cztery jarmarki na cztery pory roku, a w niecałe sto lat później osiem w dni świętych patronów: na Trzech Króli, na św. Macieja, na św. Jerzego, na Boże Ciało, na św. Magdalenę, na Przemienienie Pańskie, na św. Wincentego i na św. Mikołaja. A dzisiaj odbywają się dwa razy w tygodniu. 

      Wśród 26 zawodów wymienianych przed pierwszą wojną światową był też zawód muzykanta: był nim dudarz. W okresie zaś międzywojennym wśród znaczących kupców pojawia się nazwisko "Rapaport". Mnie się ono kojarzy ze skeczem.

  

 Znalazłam też dawne nazwy ulic i ich dzisiejsze odpowiedniki. Na przykład dawna Morowa to dzisiejsza 3-go Maja, a Radzięcka dziś  nosi godną nazwę Stanisława Moniuszki, a główna biegnąca przez całe miasto i dzieląca je niemal na pół nosi miano Tadeusza Kościuszki. Tylko Szewska pozostała Szewską, chociaż szewców na niej od dawna nie ma. 

      Ho, ho, jakie cuda z niepamięci wydobywam ze starego zeszytu. Wiersz Zygmunta Rumla ku czci pracowników tajnych drukarni,  program konferencji naukowej z 1992 r. w siedzibie MON w Warszawie (o matko jedyna, co ja miałam wspólnego z MON-em?!), a wśród prelegentów Jan Gozdawa-Gołębiowski (zm. w 2013 r.), Zbigniew Gnat-Wieteska. Z jeszcze dawniejszych dziejów (i zapisków) wyłania się postać Dymitra herbu Korczak, znany jako Gorajski. Ale Dymitr pochodził z Rusi Czerwonej. Korczakowie otrzymali olbrzymie nadania królewskie, dzięki którym zgromadzili w swoich rękach klucze: klecki, gorajski, kraśnicki, szczebrzeski i stojanicki.  Posiadłościami  podzielili się bracia Dymitr i Iwan. 

       Na koniec zagadka ze starego zeszytu. Pod notatkami znalazłam takie szyfrowane znaczki:

W 7399

EO 298990

EO 315095

B 104173

B 131478

A na koniec H IV

Czy ktoś starej daty (równie starej jak ja) będzie kojarzył, co to takiego. Że też ja to zapisałam! Toż to prawie dokument. 

      

sobota, 4 września 2021

Rozwiązanie zagadki

 Oczywiście chodzi o festiwale muzyczne. 


Eufonie - Międzynarodowy Festiwal Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej, Warszawa, organizowany się od trzech lat, w tym roku odbędzie się w dniach 19 - 27 listopada; w programie wykonawcy z Estonii, Łotwy, Czech, Białorusi, Słowacji, a muzyka także gruzińska, norweska, francuska czy chorwacka. 

Fanfara - festiwal muzyki tradycyjnej Zachodniego Roztocza, Chłopków, gmina Frampol, woj, lubelskie, odbywa się w ostatnim tygodniu sierpnia

Ephemera - festiwal muzyki, performansu i sztuk wizualnych, Warszawa, także ostatni tydzień sierpnia

La Folle Journee - Szalone Dni Muzyki, festiwal muzyki klasycznej zapoczątkowany w 1995 r. w Nantes we Francji, ale z czasem przyłączyły się inne miasta w świecie na różnych kontynentach, w Polsce organizowany od 2010 r. w Warszawie w ostatni weekend września, w tym roku odbędzie się 23 - 26 września 2021

Sacrum Profanum - początkowo był to festiwal muzyki świeckiej i sakralnej od XVIII wieku, obecnie koncentruje się na muzyce współczesnej XX i XXI wieku, Kraków, tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 29 września - 3 października 2021 

 

niedziela, 25 kwietnia 2021

Hajnowskie i janowskie zwycięża

          W konkurencji ludowej pieśni. Tegoroczne Nagrody Radiowego Centrum Kultury Ludowej "Muzyka Źródeł" powędrowały do śpiewaczek z Dobrowody w gminie Kleszczele, powiat hajnowski, czyli na Podlasie, oraz do Zbigniewa Butryna z Janowa Lubelskiego,  rekonstruktora suki i założyciela Szkoły Suki Biłgorajskiej w Szklarni. 

Położenie geograficzne gminy Kleszczele i Dobrowody w powiecie hajnowskim:




           Zespół śpiewaczy z Dobrowody tworzą trzy panie: Nina Jawdosiuk (ur. 1942),  Walentyna Klimowicz (ur. 1943) i Barbara Jakimiuk (ur. 1945). Przecudne głosy i starodawne lokalne pieśni, a jakim cudnym językiem śpiewane. Aż się łezka w oku kręci.


          Zbigniew Butryn (ur. 1952), etnograf z praktyki, lutnik-amator, basista i skrzypek, wieloletni członek Kapeli Dudków ze Zdziłowic, odtworzył sukę na podstawie rysunku. Stopniowo doskonaląc swoje dzieła, wykonał w sumie kilkadziesiąt różnych instrumentów. Mimo że sukę określa się jako instrument biłgorajski, tak naprawdę jest ona kocudzka. nazwę zaś "biłgorajska" wzięła stąd, że w folklorystyce region tutejszy w wielu aspektach sztuki ludowej (stroju, muzyki, a także dawnego podziału administracyjnego) funkcjonuje pod nazwą obszaru tarnogrodzko-biłgorajskiego, a jeszcze w czasach II wojny światowej Kocudza należała do powiatu biłgorajskiego. No i mamy takie pomieszanie w nazewnictwie. 

Powiat janowski z ważnymi miejscowościami istotnymi dla odkrycia i funkcjonowania suki: Janowem Lubelskim, Szklarnią i Kocudzą



Tu zaś pierwszy portret pana Butryna:


A tu więcej szczegółów i muzyka:

niedziela, 16 sierpnia 2020

Nelson Goerner po polsku na ChiJE

     Właściwie można powiedzieć, że jest stałym bywalcem polskiej sceny pianistycznej.  Był u nas niezliczoną ilość razy. To znaczy zapewne ktoś może policzyć, ale ja nie wiem, ile razy.  Był nawet jurorem XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 2015 roku. Teraz też - 15 sierpnia rozpoczął recitalem 16 Festiwal Chopin i Jego Europa. Nic dziwnego, że muzyka Chopina to stały element repertuaru pianisty.  W recitalu inauguracyjnym nie mogło go oczywiście zabraknąć, choć na program złożyły się także kompozycje Beethovena i Liszta. Beethoven w ogóle patronuje bieżącemu rokowi, choć pandemia pokrzyżowała obchody 250. rocznicy urodzin kompozytora. A na bis! Na bis Goerner zagrał Nokturn B-dur, op. 16 nr 4 Ignacego Paderewskiego.  Żadna nowość w repertuarze - jest nagranie na płycie wydanej w ubiegłym roku przez NIFC. Ale przyznacie, że to wzruszające, gdy pianista tej miary po wyczerpującym recitalu z utworami takich tuzów muzyki jak Beethoven, Chopin, Liszt na pożegnanie z publicznością zgromadzoną na żywo oraz w streamingu na YouTube sięga na bis po utwór tak delikatny innego polskiego kompozytora niż Chopin. 

   

Festiwalowych koncertów słuchać można w Dwójce, a nawet oglądać na żywo na You Tube. Dzisiaj, dzisiaj występuje - już, już za moment - Belcea Quartet. Oglądam! Kilka lat temu słuchałam ich na żywo. Mistrzowie muzyki kameralnej. Niezapomniane przeżycie. 

środa, 3 lipca 2019

Rozproszenie

     Nazbierało się trochę wydarzeń, informacji, inspiracji, jak w kalejdoskopie jedne po drugich migoczących kolorami. Zapisuję, notuję...w pamięci, bo nawet na swój nieodzowny kalendarz nie mam czasu. Puste kartki. Pamięć ma nieograniczone zasoby, choć potrafi zamknąć pewne sprawy na siedem pieczęci i ani odetkać potem. Zaszyfrowany sezam nie otworzy się. Może dlatego opowieści rodzinne cieszą się taką popularnością. Historie prywatne, opowieści z przeszłości, świadectwa zdarzeń odchodzących w niepamięć, wspomnienia z autopsji i okruchów zbieranych z resztek pożółkłych dokumentów. Ewa Bajkowska utkała z nich obszerną opowieść o dwóch rodach, korzeniach swojej rodziny. Nieprzypadkowy tytuł "Wierni. Opowieść rodzinna" podkreśla narracyjną dominantę koncentrującą się na wątkach postawy społeczno-patriotycznej poszczególnych bohaterów od I połowy XIX wieku po czasy II wojny światowej. Monografia stulecia w soczewce losów kilku rodzin, których potomkowie zapisali się w dziejach wolnego Lublina, a zwieńczonych postacią Wacława Bajkowskiego, pierwszego wyłonionego w drodze wyborów prezydenta miasta w latach 1916 - 1918. Wolność nie wybuchła tutaj nagle w listopadzie 1918 roku, lecz kształtowała się już wcześniej zdobywana małymi krokami obywatelskiej społeczności. Całej książki nie przeczytałam jeszcze, jednakże dokładne osadzenie losów bohaterów w dostępnym materiale źródłowym budzi szacunek i podziw dla żmudnej pracy autorki.
       Z zupełnie innej strony przyszła wiadomość o sukcesie Męskiej Grupy  Śpiewaczej z Bukowej, która zdobyła już po raz drugi w karierze I miejsce w  Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. 53. festiwal zakończył się 30 czerwca i jak wynika z opinii jury, brali w nim udział uczestnicy ze wszystkich województw. A Męska Grupa Śpiewacza z Bukowej dlatego mnie interesuje, że z jednym z członków zespołu chodziłam do jednej klasy w szkole podstawowej. I oczywiście słyszałam, jak śpiewają.       
        Podobnie słuchałam ostatnio Kapeli ze Wsi Warszawa. Nie byłam nigdy ich zagorzałą fanką. No coś mi nie pasowało. Ale ostatnio podobają mi się coraz bardziej. To, na jakich grają instrumentach, jak łączą ich brzmienie, daje niesamowite efekty. Ich aranżacje tradycyjnej muzyki i pieśni ludowych są bardzo nowoczesne, co się podoba także młodszej widowni. Pojawiła się nowa płyta kapeli,  Re:akcja mazowiecka, w której muzycy wracają do swoich mazowieckich korzeni, wędrując po małych miasteczkach wyszukiwali wciąż czynnych śpiewaków i muzyków ludowych, od których uczyli się melodii i słów, a później wspólnie nagrywali płytę. No i przyznam, że parę rzeczy mi się spodobało.
       Rozpoczął się już wakacyjny Międzynarodowy Festiwal Muzyki EMANACJE! (trwa do 1. września). Szkoda, że podążanie po salach koncertowych Małopolski od Lusławic, przez Szymbark, Kąśną Dolną, Suchą Beskidzką, Gorlice, Szczawnicę, Nowy Wiśnicz czy Tarnów  jest takie  czasochłonne. Tylko jeden koncert odbędzie się w Krakowie, w Sukiennicach - 17 sierpnia. Obok polskich muzyków z Warsaw Players wystąpi Scharoun Ensembles der Berliner Philharmoniker, ale nie wiadomo z czym, bo dokładnego repertuaru nie podano jeszcze. Ciekawe czy Janusz Wawrowski zagra na swoim - jedynym aktualnie w Polsce - stradivariusie
      A poza tym, cóż, był koncert, na który nie poszłam, dwa recitale, na które nie pojechałam i kilka zaczętych książek czeka na doczytanie. A dla złapania dystansu oglądam niesamowite występy Sławy Połunina :-D

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Elisiej daje koncerty

Na początek "W grocie Króla Gór" Griega:



A teraz bardzo serio coś - Bach:



Tu już urósł na tyle, że bez podpórki może korzystać z pedałów: Mozart



I nie, to nie pomyłka w podpisie pod filmikiem. Jest studentem Moskiewskiego Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego .
Elisiej nie pojawił się znikąd. Chopina grał już jako pięciolatek:


No więc, co dalej?... 

Och, ten Chopin bardzo już profesjonalny:

wtorek, 5 lutego 2019

Polska wersja Mozarta

W "Weselu Figara" (1786) Cherubin śpiewa  tęskną piosnkę, romancę, w której zawiera rozterki niespełnionej miłości, z której tylko śmierć może go wybawić tym bardziej, że właśnie ma iść do wojska i najpewniej czeka go śmierć gdzieś na polu walki. Chyba że wcześniej umrze z rozpaczy i tęsknoty.




PIOSNKA CHERUBINA

Hej, z wiatrami w przegony
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
— byle rzucić te strony —
nieś mnie koniu daleko.

Nieś mnie koniu daleko!
— Przy gaiku nad rzeką,
tam mię żal mój dogonił,
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
bym rzewliwe łzy ronił,
myśląc o mej jedynej.

Myśląc o mej jedynej
w cieniu młodej brzeziny —
drogie imię — mój Boże —
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
ostrzem ryłem na korze
— Król przejeżdżał tamtędy —

Król przejeżdżał tamtędy —
— dwór — rycerze w dwa rzędy —
— Paziu! — rzecze królowa —
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
skąd ta łezka perłowa?
Czemu smutkiem twarz blada?

Czemu smutkiem twarz blada?
Może znajdzie się rada.
— Każesz — wyznać ci muszę,
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
dałbym życie i duszę
dla mej pani przesłodkiej.

Dla mej pani przesłodkiej,
więdnę, niby kwiat wiotki.
— Nie płacz, piękne me dziecię!
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
pań jest więcej na świecie —
posłuchaj rady zdrowej.

Posłuchaj rady zdrowej —
będziesz paziem królowej.
— Helena, moja dworka
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
przyhołubi amorka
— spłynie łaska kościoła.

Spłynie łaska kościoła —
Nic twa rada nie zdoła.
Wolę umrzeć z rozpaczy
(Jakże serce, jak serce ukoić!)
gdy nie można inaczej
kochać mego anioła.
                                                                              (Tłumaczenie Tadeusz Boy-Żeleński)

W 1971 roku do arii - z oryginalnego tekstu Pierre`a Beumarchais`go, którego sztuka posłużyła za podstawę libretta opery - przetłumaczonej przez Stanisława Hebanowskiego muzykę skomponował  Andrzej Kurylewicz i dał do zaśpiewania Wandzie Warskiej i Czesławowi Niemenowi. Ukazała się na płycie "Muzyka teatralna i telewizyjna". Wanda Warska faktycznie śpiewa tekst, a Niemen robi wokalizę w tle. Treść nieco odbiega od oryginału, choć jest i koń, i dziewczyna, i miłość, i śmierć pocieszycielka.


Pojechał w obce strony
Paź na koniku wronym.
O, jak ciężkie od smutku ma serce!
Koń niesie go, gdzie zechce.
Zatrzymał się u źródła -
Jak z tym smutkiem na sercu żyć trudno.

Na jesionowej korze
Wyrył jej imię nożem
O, jak ciężko się rozstać z dziewczyną
Po twarzy łzy mu płyną.
Gdy król u źródła staje,
Smutek ciąży na sercu jak kamień.

Pyta królowa pani,
Kto go tak w serce zranił?
Po rozłące kto smutek wypowie,
Będziesz paziem królowej,
Potem z dworką wesele.
Jedno serce, a smutku tak wiele.

Pojechał w obce strony
Paź na koniku wronym.
O, jak ciężkie od smutku ma serce!
Koń niesie go, gdzie zechce.
Zatrzymał się u źródła -
Jak z tym smutkiem na sercu żyć trudno.

Czarnych myśli zaniechaj -
Królu racz sam odjechać,
W śmierci moja jedyna pociecha!

niedziela, 25 listopada 2018

Cecyliańskie śpiewy

      Osiem chórów ledwo się pomieściło w jednonawowym późnobarokowym kościele, niedawno z zewnątrz odmalowanym na kolor łososiowy. Koncert trwał półtorej godziny z hakiem i pojawiło się parę zaskoczeń. Można się było spodziewać chórów miejscowych - prawie wszystkie miejskie parafie się zaprezentowały - ale i z okolic przyjechały, w tym chór z wielkimi tradycjami, bo działający od 120 lat z parafii św. Jana Nepomucena i Gminnego Ośrodka Kultury we Frampolu. Z najdalsza zaś przyjechał Chór Misericordia z parafii Bożego Miłosierdzia we Lwowie, zdobywając serca i zasłużone brawa słuchaczy. Chór ten nie jest duży, zaledwie kilkunastoosobowy, ale wyróżniał się największym przedziałem wiekowym, gdyż obok dostojnych chórzystów w kwiecie wieku i starszych znajdowały się młode panie i zaledwie na oko 12-letnia dziewczynka.
        O zaskoczeniach miałam pisać. Na przykład, że poza pieśniami religijnymi, które jako tako są osłuchane z regularnych nabożeństw, pojawiły się pieśniowe wersje klasyki poezji polskiej: "Bogarodzica" Juliusza Słowackiego i "Moja piosnka (II)" Cyprina Norwida. Ta druga w aranżacji Czesława Niemena, aczkolwiek zaśpiewane mniej ekstrawagancko niż robił to autor muzyki, no i z podziałem na chóralne głosy. Utytułowany Chór Noster z parafi św. Bartłomieja w Goraju (kilkakrotny laureat I nagrody w Regionalnych Przeglądach Chórów, wystepujący również w repertuarze Mozartowskim z Zamojską Orkiestrą Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego) zaprezentował XVII-wieczne polskie tłumaczenie adwentowej pieśni "Ave Maris Stella". Chór lwowski zabłysnął chyba Vivaldim, bo brzmiało to jakoś tak: "Et misericordia eius" tylko bez muzyki oczywiście, chóry bowiem występowały a cappella.



Ale znalazłam też przynajmniej jeden z tych mało znanych przecież chórów na YouTube. Chór gorajski:


A na koniec dzisiejszego koncertu cecyliańskiego (a odbywają się w różnych kościołach, przynajmniej w moim regionie, już od czwartku, 22 listopada poświęconego patronce chórów) zabrzmiał hymn ku czci św. Cecylii i na samo zwieńczenie całości "Gaude Mater Polonia" wykonane przez wszystkie osiem chórów wspólnie. To dopiero zabrzmiało!

czwartek, 12 kwietnia 2018

Na królewskim dworze

     Kończąc wątek królewskiego mecenatu muzycznego w epoce stanisławowskiej - ponieważ dotarłam do końca książki - zapiszę ku pamięci intrygujące ciekawostki. Na przykład o harfie. Była już mowa o tym, że grą na harfie popisywał się Michał Kazimierz Ogiński. Być może był pierwszym harfistą w historii polskich wirtuozów tego instrumentu. Zagraniczni harfiści odwiedzali w tym czasie Warszawę i Kraków. W 1788 roku w Krakowie i w Warszawie wystąpił  Nimazico (lub Nimasico), a w 1792 roku w Warszawie harfistka o nazwisku Stockheim. Nic bliższego o tych dwojgu artystach nie wiadomo, za to bardziej znany był niemiecki wirtuoz  Ferdinand Horn również prezentujący się przed warszawska publicznością. Pierwszą harfę Stanisław August zakupił prawdopodobnie w 1782 roku dla śpiewaczki Caterini Bonafini, która zamierzała pobierać lekcje gry na tym instrumencie.
      Występy Cateriny Bonafini to całkiem osobna historia zresztą. Stanisław August namówił ją, aby pozostała na dłużej, gdy zawitała do Warszawy w 1776 roku zmierzając  do Petersburga. Ostatecznie spędziła tutaj sześć miesięcy, występując ze swoim scenicznym partnerem kastratem  Giuseppe Campagnuccim. Śpiewaną przez nią koronną partią, dzięki której zyskała sławę w Wenecji była Dydona w operze  Pasquale  Anfossiego. Bonafini wzbudziła zachwyt i podziw, a pozytywnej opinii nie szczędził jej nawet Bogusławski, który kierując Teatrem Narodowym nieustannie rywalizował z włoskimi i francuskimi zespołami teatralno-operowymi. Bonafini zawitała po raz drugi do stolicy, gdy po sześcioletnim kontrakcie wracała z Petersburga do Włoch w 1782 roku, pozostając jako artystka królewska prawie 10 miesięcy - do kwietnia 1783 roku. Król opłacał jej dom, konie do karety, stangreta, no i zakupił harfę, na której pobierała lekcje gry, również na koszt króla. Stylem i wystawnością życia wzbudzała zainteresowanie i bulwersowała opinię publiczną skandalami, na pokaz arogancji pozwalała sobie nawet w obecności króla. Ostatecznie po wyjeździe z Polski Bonafini zakończyła karierę, na co pozwalał jej ponoć olbrzymi majątek zgromadzony podczas pobytu na dworze carskim w Petersburgu, a dopełniony hojnym wynagrodzeniem Stanisława Augusta.
       Jednym z mocniej związanych repertuarowo z warszawską sceną muzyczną był kompozytor Giovanni Paisiello, który nawet ofiarował królowi - co prawda przez pośrednika - własną kompozycję do Te Deum laudamus. Utwór został wykonany w pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Później jeszcze kilkakrotnie kompozytor ofiarowywał warszawskiemu dworowi swoje dzieła, a początek tych kontaktów został nawiązany w 1784 roku, kiedy Paisiello wracał po ośmioletnim kontrakcie z Petersburga do Włoch. W tym samym czasie przebywała w Warszawie wybitna portugalska śpiewaczka Luiza Todi, a ponieważ był to okres wielkopostny,  w teatrze zamkowym zaprezentowano po raz pierwszy oratorium Paisiella La passione di Gesu Cristo. 
No to posłuchajmy muzyki przeznaczonej dla królewskich uszu :-)))


     Przy tej okazji postawić wypada pytanie, skąd brano nuty, o ile nie zostały podarowane przez kompozytora. Najczęściej kupowano je gdzieś w krajach europejskich i przepisywano ręcznie, przywożąc kopie, gdyż nie było w Polsce żadnej drukarni, który by się publikowaniem takich specjalistycznych dzieł zajmowała. Toteż i taka adnotacja o "sponiewieraniu" nut mogła się znaleźć w spisie muzycznej biblioteki teatru publicznego: "Simphonie się z nayduią nie complet a to przez częste użiwanie są z poniewierane".
     A z kolei z innej relacji wynika, że na wiele lat przed Ravelem niejaki pan Fial (Fiala?) skomponował utwór, w którym zaczyna jeden instrument dęty, a potem dołączają kolejne. Mało tego, równie symetrycznie kompozycja się kończyła, gdy jeden po drugim instrumenty wyciszają się.  I wielce żałować należy, że nie zachowały się nuty tego eksperymentu ;-)

poniedziałek, 5 lutego 2018

Medytacyjny Arvo Pärt

wtorek, 28 listopada 2017 10:53

      Do kompozycji Arvo Pärta najlepiej pasuje określenie, że jest to cisza między dźwiękami. Estoński kompozytor od wielu lat podąża swoją własną ścieżką, tworząc poza trendami współczesności. Słuchacze nazywają jego utwory muzyką niebios lub muzyka raju. Przykładem może być "Silentium" wchodzące w skład "Tabula rasa"- kompozycji z 1877 roku. Jest to pierwszy utwór Arvo Pärta w stylu tintinnabuli, którego nazwa nawiązuje do dźwięku dzwoneczków. Skład instrumentów jest tutaj minimalistyczny, jak w wielu innych kompozycjach. Dwoje skrzypiec lub skrzypce i altówka jako prowadzące główną linię melodyczną, fortepian podkreślający od czasu do czasu centralny dźwięk skrzypiec, oraz wiolonczela i kontrabas. Całość jest powolna, bardzo wyciszona, mistyczna. Arvo Pärt jest bowiem największym mistykiem wśród współczesnych kompozytorów i największym kompozytorem wśród mistyków. Już sam jego wygląd nasuwa skojarzenia z pustelnikiem żyjącym w innym wymiarze. Pisałam już o nim i jego specyficznej twórczości - Tintinnabuli Tym razem okazją do przypomnienia muzyki wieczności jest fakt, że utwór Tabula rasa z mojej rekomendacji znalazł się w sobotnim programie Dwójka na życzenie. Pokusiłam się ponownie o wysłanie smsa ze wskazaniem na dzieło jak najbardziej pasujące do listopadowej zadumy. A przy okazji wygrałam płytę. Tym razem są to nagrania fragmentów z tetralogii Wagnera "Pierścień Nibelunga"pod batutą innego Estończyka, Kristjana Järviego. Ale o tym może napiszę, gdy przesyłka do mnie dotrze :-)
Tymczasem muzyka wieczności:


Na koniec, kto chciałby też spróbować i wziąć udział w zabawie,  link do strony Dwójki z regulaminem głosowania na kolejną sobotę

Stara nowa płyta

 wtorek, 30 maja 2017 22:48

     Ostatni tydzień w Dwójce nie mógł upłynąć bez wspomnień o Zbigniewie Wodeckim. Wspominali go muzycy, krytycy, przyjaciele. Profil Dwójki sprawił, że komentatorzy podkreślali fakt klasycznego wykształcenia muzycznego Wodeckiego, który muzyczną karierę zaczynał jako zawodowy skrzypek w orkiestrze. Dopiero później zainteresował się piosenką estradową, a jego głos sprawił, że na cztery dziesięciolecia stał się rozpoznawalnym wykonawcą polskiej piosenki. Ktoś tam zastanawiał się, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby zamiast piosenki estradowej, wykonywał repertuar operowy. Zapewne mniejsza liczba fanów nuciłaby jego piosenki. Ale nie ma co gdybać. Intrygująca sprawa znajduje się gdzie indziej.
       Mianowicie na płycie sprzed czterdziestu lat. Ja jej nie pamiętam, choć pamiętam debiut Wodeckiego jako młodego chłopca w okularach w Opolu. Płyta "Zbigniew Wodecki" ukazała się w roku 1976. Po czterdziestu latach ukazała się znowu - zgodnie z najnowszymi zdobyczami techniki nagraniowej, Wodecki z towarzyszeniem chóru, pełnej orkiestry i zespołu Mitch & Mitch jeszcze raz zaśpiewał tamte piosenki. Członkowie zespołu wspominali na antenie radia ciekawostki z sesji nagraniowej. Jak to Wodecki przychodził na próby pierwszy i tym mobilizował innych, jak konsultował z trębaczem, żeby zagrał tak, jak on sobie wyobraża, że powinno się w tym czy innym miejscu grać. Płyta "1976: A Space Odyssey" nagrana w Studiu im. Witolda Lutosławskiego w trakcie dwóch koncertów zdobyła w 2016 r. dwa Fryderyki: w kategorii Album roku pop i Piosenka roku: "Rzuć to wszystko, co złe". I tak oto historia muzyczna Wodeckiego zatoczyła koło. 
      Trwający ponad godzinę album oryginalny z 1976 roku w całości Dwójka przypomniała w programie Wieczór płytowy w niedzielny wieczór. Piosenki zabrzmiały świeżo i nostalgicznie. I nie znałam ich wcześniej, może tylko niektóre. Piękne poetyckie teksty Leszka Długosza, Andrzeja Kuryły, Janusza Terakowskiego tak ciepło i refleksyjnie mógł zaśpiewać tylko Wodecki. Tamta płyta jest nie do zdobycia, ale nowa wersja to wciąż świeża sprawa. 


To bardzo lubię

niedziela, 4 lutego 2018

Znak czasu?

poniedziałek, 17 października 2016 9:52

Dopisek 18 października, godz. 22:35 - do IV etapu, finałowego, zakwalifikowano siedmioro uczestników, w tym Polkę Marię Włoszczowską. Robert Łaguniak wycofał się ze względu na kontuzję ręki i jury nie oceniało jego występu w III etapie, nie był więc brany pod uwagę. 

       Literacki Nobel dla Boba Dylana ma kilka wymiarów. Od dawna wszystkie jaskółki wróżyły (znaczy bukmacherzy, prognostycy, rankingowcy, analitycy i wszelkie maści profeci), że w tym roku nagrodę otrzyma ktoś z USA. Znawcy amerykańskiej literatury, znawcy, czyli tacy, którzy parę książek przynajmniej przeczytali, typowali kogoś z listy powieściopisarzy. Wtedy skończyłoby się tak, jak często bywało, że po ogłoszeniu nazwiska laureata, najczęstszym pytaniem byłoby: a kto to taki? Też bym pytała, amerykańska proza współczesna leży daleko poza moim obszarem czytelnictwa. O Boba Dylana nikt nie zapyta, wszyscy znają to nazwisko. Nazwisko? Wielu, bardzo wielu zna nawet piosenki. Wielu uważa, że to twórca kultowy dla kilku generacji co najmniej. W odpowiedzi na uwagi, że w tekściarz dostaje literackiego Nobla pada argument, że w zasadzie nagroda ta ma poniekąd wymiar popularnościowy, świadczy o miejscu twórcy w świecie odbiorców, a odbiorców Bob Dylan ma miliony. Tak więc Szwedzka Akademia uhonorowała kogoś, kto nie jest twórcą niszowym, choć wybitnym, lecz autora od kilku dekad bijącego rankingi popularności. Czy jest to więc nagroda za osiągnięcia literackie? Od dawna wiadomo, że otoczka towarzysząca Noblom w ogóle bywa wrażliwa na niuanse współczesnego świata. Polityczne, społeczne, obyczajowe wpływy czasami są bardziej, czasami mniej widoczne. Churchill dostał literackiego Nobla za opracowania historyczne, ale czy za wartości literackie? Podobne pytanie można zadać o ubiegłoroczną laureatkę, Swietłanę Aleksijewicz. Problem nie w tym, żeby podważać wartość, zaangażowanie, wpływ na czytelników twórczości czy to jednego, czy drugiego laureata, tylko o zawartość, umownie mówiąc, literackości w ich pisarstwie. Jeśli, jak w przypadku Dylana, o przyznaniu nagrody zadecydowała popularność i tzw. kultowość, ma ona symboliczny wymiar, oznacza zmianę paradygmatu współczesnego rozumienia literatury, a może i kultury w ogóle. Stajemy się, w skali globalnej, społeczeństwem nieczytającym, nie można "nas" katować grubymi dziełami do czytania. Wolimy słuchać piosenek, są krótkie, łatwe do zapamiętania, nie wymagają długiego skupienia uwagi. Ostatecznie reportaże też można sobie dawkować w krótkich odcinkach. Z powieścią stricte fabularną radzi sobie coraz mniejsza populacja czytelników. Kiedy za parę lat, no, może kilkanaście, zmieni się skład jurorów przyznających Nagrody Nobla w literaturze, wróżę sukces Joanne Rowling. Tylko czy będzie to jeszcze nagroda literacka, czy już może kolejny ranking na poły filmowych bestsellerów?
     Tymczasem w Polsce odbywa się XV Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, na którym króluje klasyka: poza patronem konkursu są obecni w wykonaniach uczestników Saint-Saens, Szymanowski, Beethoven, Czajkowski, Faure, Massenet, Ravel, Grieg, Franck i inni. Ba, nawet Pendereckiego La follia dodano do przesłuchań w I etapie. Teraz słuchamy już etapu III, do którego zakwalifikowało się czworo Polaków ze zdecydowaną przewagą pań: 3:1. W wykonaniach obowiązuje Mozart i Bach. Słuchając przesłuchań II etapu byłam nausznym świadkiem, jak uczestnikowi na ostatniej nucie granego utworu pękła struna. Nie przejął się tym za bardzo, zszedł ze sceny na chwilę po nową i kontynuował występ. A trzeba wiedzieć, że wszystko działo się na oczach jury. Po występie skrzypek przyznał, że podczas próby również ta sama struna się zerwała, więc pilnował się, żeby za bardzo nie szarpnąć podczas publicznego wykonania, ale i tak nic to nie pomogło. Widać skrzypce nie wytrzymały gorącego temperamentu utworu ;-) W IV etapie finałowym będzie duży rozrzut kompozytorów: poza Wieniawskim uczestnicy będą grali jeden z listy jedenastu koncertów  skrzypcowych: Beethovena, Brahmsa, Brucha, Dvoraka, Karłowicza, Lipińskiego, Prokofiewa, Paganiniego, Sibeliusa, Szostakowicza lub Szymanowskiego. 23 października okaże się, kto wygrał. Do finału  - IV etapu -  wchodzi sześciu uczestników z etapu III. Trzymajmy kciuki za naszych skrzypków. W III etapie grają: Amelia Maszońska, Celina Kotz, Robert Łaguniak, Maria Włoszczowska. 
       Kiedy odbywał się Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, wszystkie jego etapy, przesłuchania, nagrania, dyskusje miały wymiar światowy. Strona Konkursu była oblegana przez internautów z całego świata jak żadna inna, a o uczestnikach i ich grze rozmawiano na co dzień. Konkurs Wieniawskiego ma ten sam wymiar i rangę, a skalę trudności chyba nawet wyższą, ponieważ uczestnicy zmagają się z utworami różnych kompozytorów. Ale czy ich trud i mistrzostwo zajmują tak bardzo uwagę jak ubiegłoroczne popisy pianistów? A czy występy skrzypków przynoszą mniej wzruszeń, mniej emocji? 
A tak gra Maxim Vengerov - przewodniczący jury:

"Medytacja" Masseneta, jeden z utworów konkursowych

Dzieje się na początku jesieni

poniedziałek, 03 października 2016 21:14

      W sobotę wręczono tegoroczne Koryfeusze Muzyki Polskiej.Honorowego otrzymał Jan Ptaszyn Wróblewski. I chociaż, jak pisałam nieraz, jazzu nie znoszę, nazwisko Wróblewskiego znam i kojarzę. Oczywiście nie zapałam nagle miłością do jego muzyki, ale przynajmniej nie jest m obca. A początki miał całkiem przyjemne. Na przykład w piosence Zielono mi, którą skomponował do słów Agnieszki Osieckiej. W nagraniu wykonuje też solówkę na saksofonie. Aranż przepiękny.

         Koryfeusza za Osobowość Roku otrzymała Agata Zubel, śpiewaczka i kompozytorka. I tu jestem ... zaciekawiona. Co będzie dalej. O Agacie Zubel słyszę już od kilku lat. Słyszę jak śpiewa, jak komponuje, zdobywa nagrody, koncertuje. To, co śpiewa, bywa dla mnie za trudne, chociaż porywające jednocześnie, bo... takie trudne właśnie. Śpiewa Sonety Szekspira do muzyki Mykietyna i pieśni Mahlera, ale i piosenki Derwida (pseudonim Witolda Lutosławskiego), a także Schonberga, Astora Piazzollę (którego nie cierpię) i mroczne pieśni fin de siecle Erica Satie. Nie wiem, czy podoba mi się, czy nie, na razie się przyglądam, przysłuchuję, podziwiam za odwagę i kunszt. Totalna awangarda.
        Trzeciego Koryfeusza za debiut roku otrzymał Karol Mossakowski. Tu przyznam - zupełnie bez skojarzeń. No to sprawdziłam, otóż jest to polski młody i bardzo obiecujący, już znany w świecie organista. Coś takiego! Był finalistą konkursu na organistę Katedry Notre Dame. Ach! Bo on studiował w Paryżu między innymi u Oliviera Latry`ego. Teraz wszystko jasne. Nie wiem, o jaki debiut chodzi w tej nagrodzie. Czy o pierwsze  miejsce ex aequo w Międzynarodowym Konkursie Improwizacji Organowej w Chartres we wrześniu tego roku (niespełna miesiąc temu) czy może o improwizacje organowego do filmu niemego z 1928 roku Męczeństwo Joanny d`Arc? W każdym razie warto zapamiętać nazwisko:
Karol Mossakowski, polski organista, lat 26. Jest cała msza zagrana przez niego w Notre Dame, ale to za długie, więc  fragment improwizacji do filmu:

Kalendarz muzyczny

czwartek, 02 czerwca 2016 0:07

10 czerwca, Zamość - Sala Koncertowa Orkiestry Symfonicznej im. Karola Namysłowskiego, godz. 19:00 - prawykonanie Suity Etnicznej Marcina Gumieli, kompozycji na orkiestrę, głos biały i dźwięki elektroniczne,  śpiew głosem białym wykona Helena Bregar;
19 czerwca, Lublin - Filharmonia Lubelska, godz. 16:00 - koncert pieśni w ramach Festiwalu Spotkań Kultur (wstęp wolny);
19 czerwca, Kazimierz Dolny - Klasztor oo. Franciszkanów, godz. 20:00 - koncert kameralny (śpiew i organy - na organach Robert Grudzień) w ramach Festiwalu Spotkań Kultur, (wstęp wolny)
30 czerwca, Kraków - Filharmonia, godz. 19:30 - Feliksa Nowowiejskiego oratorium "Quo vadis"
9 lipca, Kraków - Aula Collegium Novum, godz. 12:00 - Sławomir Zubrzycki wystąpi z recitalem na zrekonstruowanym według szkiców Leonardo da Vinci instrumencie o nazwie viola organista;
15 lipca, Gdańsk - Oliwa - godz. 20:00 - wystąpi włoski organista Giampaolo di Rosa:
17 lipca, Kraków - kościół św. Katarzyny godz. 20:00 - III symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego, znana pod tytułem Symfonia pieśni żałosnych, wstrząsające dzieło;
31 lipca, Rzeszów - w Katedrze Najświętszego Serca Jezusowego o godz. 20:00 wystąpi z koncertem organowym Franz Lörch, organista i dyrektor artystyczny Międzynarodowych Koncertów Organowych w Monachium
12 - 21 sierpnia - Gościkowo, pocysterskie opactwo "Paradyż", Festiwal Muzyka w Raju; będzie między innymi Davide Monti(skrzypce), którego słuchałam swego czasu na żywo w Muzeum Narodowym oraz Reinoud van Mechelen (kontratenor) w programie "Orfeusz w piekle" - 19 sierpnia, godz. 20:45;
17 sierpnia, Warszawa - Bazylika św. Krzyża, godz. 22:00 - Tobias Koch wystąpi z recitalem na historycznym Erardzie;
18 sierpnia, Warszawa - Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej, godz. 20:00 - Nelson Goerner, Europa Galante i Fabio Biondi w koncercie z Chopinem i Mendelssohnem
19 sierpnia, Warszawa - Bazylika  św. Krzyża, godz. 21:00 - moje ulubione Collegium 1704 oczywiście z Vaclavem Luksem grać i śpiewać będzie Requiem Donizettiego;
20 sierpnia, Warszawa - w Filharmonii Narodowej o 20:00 wystąpi Ian Bostridge w pieśniach Schumanna i Brahmsa;
21 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - Tobias Koch i Collegium 1704 we wspólnym koncercie;
21 sierpnia po raz drugi, Warszawa - Bazylika św. Krzyża, godz. 22:00 - recital Szymona Nehringa, jedynego Polaka w finale ubiegłorocznego Konkursu im. F. Chopina;
21-28 sierpnia, Jarosław - Festiwal Pieśń Naszych Korzeni - szczegółowy program wkrótce; ma być między innymi "Orfeusz" Monteverdiego
22 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - ponownie Szymon Nehring w bardziej zróżnicowanym recitalu, nie tylko Chopin;
24 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - laureat II nagrody w ubiegłorocznym Konkursie im. F. Chopina: Charles Richard-Hamelin zagra nie tylko Chopina z Sinfonią Varsovią
26 sierpnia,Warszawa - Filharmiia Narodowa o 20:00  - wystąpią Charles Richard-Hamelin oraz Apollon Musagete Quartett
28 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - Seong-Jin Cho - zwycięzca ubiegłorocznego Konkursu im. F. Chopina
29 sierpnia, Warszawa - Studio im. Lutosławskiego, godz. 17:00 - wystąpi cała plejada: Goerner (fortepian), Wakarecy (fortepian), Meyer (klarnet), Długosz (flet), Jakowicz (skrzypce), Zdunik(wiolonczela), Wawrowski (skrzypce), Budnik-Gałązka (altówka), Rozlach (kontrabas);

I sto innych ;-)

Zmiany

    Kończę pisanie na tym blogu. Prowadzenie równoległych blogów jest wyczerpujące. Zwłaszcza, że tematyka - szeroko pojęta kultura - jest p...