Pierwsza dopłynęła do źródeł Parany w Ameryce Południowej; przemierzała amazońską puszczę zanim dotarł tam inny słynny podróżnik Arkady Fiedler i to on napisał później wstęp do jej wspomnieniowej książki. Z pierwszej podróży przywiozła do Polski kolekcję 15 tysięcy motyli; jej wykłady i prezentacje rozwijały ówczesną polską entomologię. Naukową i podróżniczą pasję, a zarazem testament męża zrealizowała mając 46 lat jako wdowa po entomologu amatorze. Z drugiej wyprawy nie wróciła, zaginęła bez wieści, ciała nigdy nie odnaleziono.
Michalina Isaakowa, z domu Hochbaum, (1880 - 1937) nie widnieje w "Almanachu entomologów polskich XX wieku" wydanym w 2001 roku i jest to zdecydowane niedopatrzenie redakcji, ponieważ należała do Polskiego Towarzystwa Entomologicznego. Jej działalność badawcza i odkrywanie nowych gatunków, zwłaszcza motyli Ameryki Południowej, wynikały początkowo z kontynuacji prac naukowych męża, Juliusza Isaaka, jednakże po jego śmierci w 1923 roku Michalina krok po kroku realizuje własne cele. W puszczy amazońskiej odnajduje spełnienie naukowych aspiracji, jedność ze światem natury, eksplorując świat owadów, sprawdza granice swojej wytrzymałości na niesprzyjające warunki klimatyczne i odosobnienie.
Pierwsza podróż do Ameryki Południowej podjęta w 1926 roku zaowocuje książką "Polka w puszczach Parany" wydaną w 1936 r. Jednocześnie przygotowuje się do drugiej wyprawy za ocean, planując nie tylko prace badawcze nad motylami, ale i wyprawę o charakterze etnograficznym. Michalina Isaakowa zamierza wykonać dokumentację zdjęciową amazońskich plemion. Wyrusza prawdopodobnie pod koniec 1936 roku, w jednym z listów zapowiada bowiem podjęcie wyprawy w listopadzie. Niestety, ślad się urywa gdzieś nad Ukajali. Zaginęła bez śladu.
Książka "Polka w puszczach Parany" jest w całości zdigitalizowana i dostępna w sieci: 232 strony reportażowych wspomnień opatrzonych wstępem Arkadego Fiedlera i samej autorki. W 2011 roku Wydawnictwo CM w ramach serii Galeria Polskich Podróżników po 75. latach od przedwojennego pierwodruku wypuściło drugie wydanie. Lektura daje wgląd w niezwykłą badawczą i poznawczą pasję autorki, okupionych siłą woli i determinacją, wobec których nasze zwykłe uciążliwości dnia codziennego wydają się zaledwie igraszką. Raz po raz człowiek odczuwa podziw dla tej kobiety, która najpierw przez trzy lata przygotowywała się do podróży (m.in. kompletowała garderobę w kolorze zielonym oraz brała lekcje jazdy konnej), a w czasie rejsu statkiem z Marsylii do Rio de Janeiro studiowała samouczek do języka portugalskiego, który zresztą ocenia ona jako łatwy ze względu na podobieństwo do łaciny i francuskiego.
Michalina Isaakowa z jednakową dokładnością opisuje motyle, jak i zachowania ludzi, wygląd egzotycznego dla niej miasta, relacje międzyludzkie. Krótkie scenki rodzajowe z miejsc, w których przebywa, zdradzają iście pozytywistyczny realizm, a z drugiej nacechowane są wyraźną pasją poznawania tego, co nowe, odmienne od nawyków np. europejskich. Jednocześnie autorka ani przez moment nie traci z oczu celu swojej podróży, stąd też dla uczczenia swoich imienin wybrała się do Ogrodu Botanicznego. Innym razem, zaraz na początku pobytu w Brazylii, ekscentrycznym dość sposobem złowiła pierwszego motyla: "Przechodząc miejskim bulwarem na Praia Flamengo, zwyczajem entomologa rozglądam się po pniach drzew w celu znalezienia spoczywających owadów. I rzeczywiście widzę dużego motyla - zmrocznika przytulonego do pnia palmy, ale na takiej wysokości, że go ręką dosięgnąć było trudno. Obok na ławce spoczywa jakiś Portugalczyk zajęty czytaniem gazety. Podchodzę bez namysłu, biorę mu z ręki dziennik, zwijam go w kulkę i staram się spłoszyć nim ciekawy okaz. Dopiero kiedy już miałam zdobycz w ręce, orientuję się w popełnionej niegrzeczności waględem owego pana z gazetą. Z wyrazem "pardon" zwracam mu porządnie zmięty dziennik".
Na początku pobytu przeceniwszy swoje fizyczne możliwości, mdleje na ulicy pod wypływem porażenia słonecznego. Szybko jednak dochodzi do siebie i wyrusza w głąb kraju, płynie statkiem do Kurytyby, gdzie poznaje tamtejszą liczną dosyć Polonię. Kolejny przystanek w Ponta Grossa, tutaj też kontakty z Polonią, ale przede wszystkim wycieczki do puszczy w poszukiwaniu owadzich okazów. Zresztą owady Michalina łowi w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, np. zdejmując je z ramienia współpasażera w pociągu. "Obecnie przypadkowa ta zdobycz entomologiczna stanowi prawdziwą ozdobę dotychczasowego zbioru kózkowatych chrząszczy (Cerambycidae), cieszy mnie niezmiernie oryginalnością swych ślicznych rożków i jako okaz rzadki ma poważną wartość materialną".
W głąb dżungli podróżniczka wyrusza z grupą karośników zajmujących się przewozem towarów między polskimi koloniami. Śpi pod gołym niebem, myje się w strumieniu, razem z przewoźnikami pije rano kawę i je banany na śniadanie. "Teraz dopiero jestem na prawdziwym szlaku owadzim, jadę bowiem szlakiem przyrodników: dra Jaczewskiego, ks. Wierzejskiego, ś.p. Tadeusza Chrostowskiego, ku rzece Ivahy. Jestem dumna, że mi te same grożą niebezpieczeństwa, które im groziły, i te same przygody, które oni przeżywali. Uśmiecham się do swego przyszłego życia i czuję się najszczęśliwszą z ludzi".
Michalina Isaakowa opisuje niszczycielską działalność mrówek i sposoby uprawy manioku; niebezpieczne spotkanie z grzechotnikiem i zwierzęta hodowlane; rodzaje gleby i wygląd mieszkań; spotkanie z mrówkojadem i najpiękniejsze okazy łuskoskrzydłych. Szczególne wzruszenie budzą opisy pobytu u Polaków, czasem wieloletnich emigrantów. Poznajemy tryb ich życia, warunki uprawy pól, hodowli zwierząt, trudy karczowania lasów, niebezpieczeństwa i radości codziennego życia. Isaakowa opisuje miedzy innymi wyrób tytoniu, celebrowanie świąt i rocznic narodowych. Są też wstrząsające obrazy działalności zorganizowanych band rabusiów, którzy okradają osiadłych emigrantów w biały dzień. Przypomina to ściąganie haraczu, a powtarza się co jakiś czas, gdyż brakuje jakiejkolwiek zorganizowanej obrony. Polskim kolonizatorom autorka poświęca wiele ciepłych słów, wdzięczna im za gościnę, a zarazem dostrzega, w jak trudnych warunkach żyją. Dwuletni czas podróży obfituje w przygody i obserwacje różnorakiej natury. Słowem, książka Michaliny Isaakowej zdecydowanie wykracza poza ściśle przyrodniczy charakter, a dla polskiego czytelnika ma dodatkowy niezaprzeczalny walor emocjonalny.
Wybrana bibliografia:
Dzimira-Zarzycka, Karolina, Michalina Isaakowa. Z siatką na motyle w puszczy tropikalnej, Historia Poszukaj. Portal edukacyjny, https://www.historiaposzukaj.pl/wiedza,osoby,1125,osoba_michalina_isaakowa.html [dostęp 30 grudnia 2020]
Isaakowa, Michalina, Polska w puszczach Parany, Księgarnia świętego Wojciecha Poznań 1937, https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/242176/edition/202183/content [dostęp 29 -30 grudnia 2020]
Lipiec, Aleksandra, "Polka w puszczach Parany" Michaliny Isaakowej - wprowadzenie do wydania krytycznego, Artes Humanae 3/2018, str. 129 - 141.
Michalina Isaakowa, Polka w puszczach Parany, Ciekawe miejsca. Internetowy przewodnik turystyczny, https://www.ciekawe-miejsca.net/michalina_isaakowa_polka_w_puszczach_parany [dostęp30 grudnia 2020]
Ryciak, Ula, Łowczyni motyli. Michalina Isaakowa (1880 - 1937), w: Poławiaczki pereł. Pierwsze Polki na krańcach świata, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2020, str. 12 - 90.
Wspaniała kobieta!!!!
OdpowiedzUsuńTak sobie myślę, że pewnie więcej było takich wspaniałych ale jakoś tak .... nikt o nich nie pisał...
Na działce mam w sezonie wiele motyli - będę musiała bardziej się im poprzyglądać.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Notario :-)
Dziękuję i wzajemnie samych radości w 2021 roku!
OdpowiedzUsuńJak widać, coraz więcej się o takich kobietach pisze i nawet udało mi się znaleźc wiele na jej temat. Ponawia się wydania książek, wspomnień, opracowań, dorobku, który dotąd był zapomniany.
Może była "niepoprawna" politycznie, albo społecznie...Kobietom często się to zdarzało...;o)
OdpowiedzUsuńRaczej nie doszukiwałabym się na siłę przyczyn politycznych, a była na pewno nietuzinkowa i odważna, jak na tamte czasy, gdy kobiety nie podróżowały samotnie, co dzisiaj wydaje nam się normalne
OdpowiedzUsuńCzytałem Twój wpis o Michalinie Isaakowej—absolutnie fascynująca historia! Już ściągnąłem jej książkę i postaram się przeczytać całość. Bardzo lubię tego typu książki i jestem pewien, że pochłonę ją z ogromnym zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuńZ pierwszej podróży przywiozła do Polski kolekcję 15 tysięcy motyli; jej wykłady i prezentacje rozwijały ówczesną polską entomologię
Niesamowite! Swego czasu interesowałem się entomologią i byłem nawet związany z Polskim Towarzystwem Entomologicznym—do dziś pamiętam podstawy: owady mają sześć nóg, a pająki osiem!
Chciałbym też wspomnieć książkę Peru moja ziemia nie obiecana autorstwa Feliksa Woytkowskiego. Czytałem ją jeszcze w Polsce. Autor wyemigrował do Peru w latach 20. XX wieku i prowadził tam niezwykle trudne życie. Mimo to odbywał liczne wyprawy do puszczy i zidentyfikował ogromną liczbę nowych gatunków owadów—o ile pamiętam, około 700 zostało nazwanych jego imieniem. Do Polski wrócił bez środków do życia i wkrótce zmarł. To bardzo poruszająca i wartościowa książka—i zdaje się, że mam ją do dziś w swojej bibliotece. O takich ludziach powinno się więcej wspominać.
O Kurytybie słyszałem już bardzo dawno—po raz pierwszy w roku 1984, kiedy tłumaczyłem list dla znajomego Polaka, który otrzymał go od swoich krewnych z Brazylii. Mieszkali właśnie w Kurytybie, dokąd ich przodkowie wyemigrowali z Polski. Również rozmawiając z Brazylijczykami, często słyszałem, że jest to jedno z głównych skupisk Polonii.
Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałaś książki Johna Grishama. Choć większość z nich dotyczy tematyki prawniczej, niektóre są naprawdę warte uwagi. Akcja jednej z nich, The Testament, rozgrywa się m.in. w Pantanalu—rozległym, tropikalnym obszarze podmokłym w Brazylii (sięgającym także Paragwaju i Boliwii). Po publikacji książki pojawiły się obawy ekologów, że może ona przyciągnąć turystów do tego delikatnego ekosystemu. Myślę jednak, że warto ją przeczytać—autor przed jej napisaniem sam tam podróżował.
Niestety, ślad się urywa gdzieś nad Ukajali. Zaginęła bez śladu.
To przypomina mi historię Jarosława Frąckiewicza i Celiny Mróz, którzy zostali zamordowani nad rzeką Ukajali 27 maja 2011 r. przez peruwiańskich Indian. Więcej napisałem o nich na moim BLOGU oraz wspominam o nich w innych wpisach.
Pamiętam tę tragedię zamordowania polskich podróżników. Wiele pisano na ten temat na różnych portalach internetowych. Być może to samo spotkało Isaakową.
OdpowiedzUsuńGrishama coś na pewno czytałam, tylko to było tak dawno, że nie pamiętam co. Kilka filmów na podstawie jego powieści tez oglądałam, na pewno "Raport Pelikana" i kojarzę serial "Klient".