niedziela, 20 maja 2018
Między nigdy a koniecznością
Wyobraźmy sobie siatkę zbudowaną z niewyobrażalnej liczby przecinających się linii. Linie są ścieżkami ewolucji Wszechświata, prawami fizyki funkcjonującymi w skomplikowanych strukturach matematycznych. Miejsca przecięcia się dwóch linii to fluktuacja - przypadkowe spotkanie, impuls, bodziec, który może, choć nie musi, zmienić bieg zdarzeń w ramach owych dwóch pierwotnych linii. Biegną więc sobie te linie według określonych praw fizyki i gdyby nie spotkanie, skrzyżowanie, ich biegu nic by nie zmąciło. Lecz pojawia się taka fluktuacja i zbija obie linie z pantałyku. Obie doznają zdziwienia i krzyczą: O, kurczę, jaki przypadek! Oczywiście owym przypadkiem jest spotkanie tej drugiej, ale ta druga myśli tak samo o pierwszej. Bo obie same w sobie mają prawo tu być - ich bieg, tor czy los, jakkolwiek nazwać, wyznaczają określone prawa fizyki, tak więc same w sobie przypadkowe nie są. Czy wobec tego fluktuacja jest przypadkowa? Bynajmniej! Deterministyczny ciąg zdarzeń jednej linii i deterministyczny ciąg drugiej linii kiedyś musiał ulec fluktuacji. Jeśli nie tej, to innej. To, co dla wąskiej linii jest przypadkiem na torze jej biegu, w skali całej siatki - nieskończenie wielkiej, tak wielkiej, że nie można jej zapisać ani namalować - jest prawidłem, zasadą, kolejnym prawem istnienia.
Oczywiście Heller używa języka bardziej precyzyjnego i skomplikowanego, choć stara się upraszczać. Ale pojęcia siatki używa. Nazywa ją Wielką Matrycą. Jest ona znacznie bardziej skomplikowana i - powiem to, choć nigdy nie sądziłam, że to zrobię - piękna. Czy świat ujęty matematycznie może być piękny? Właśnie odkryłam, że może. Dwa pierwsze rozdziały o dziejach rozwoju rachunku prawdopodobieństwa, o sporach uczonych, miejscami anegdotyczne, miejscami przyprawiające o ból głowy natłokiem pojęć, wzorów, definicji, przenikaniem wymiarów mikro- i makroświata, doprowadziły do końcowej wizji. Bynajmniej nie ostatniej, skoro autor twierdzi, że wciąż czekamy na odkrycie ostatecznej odpowiedzi. Na szczęście ja już sobie tym głowy łamać nie będę. Wystarczy, że próbuję zrozumieć własne istnienie jako "nieliniowy, otwarty układ dynamiczny znajdujący się w stanach odległych od równowagi". Brak równowagi jest tutaj istotny, dzięki niemu istnieję. Równowaga oznacza absolutną harmonię, równowagę właśnie, między - obrazowo mówiąc - mną, a otoczeniem, czyli np. wyrównanie ciepła. Co mamy w efekcie? Śmierć. A więc stan braku równowagi, czyli takie sobie wahania energii wte i wewte, miotanie się moich neutronów, elektronów, kwantów, kwarków i co tam jeszcze odkryto, przez bardziej widoczne miotanie się na poziomie cielesności, po całkiem frustrujące miotanie się w chaosie codzienności jest sine qua non istnienia w ogóle! Na nic na nic plany odpoczynku, na nic marzenia o spokoju!
Chaos jest niezbędny do istnienia i rozwoju czegokolwiek. Został wpisany w strukturę Wszechświata. Przypadek nie jest wyłomem z racjonalnego porządku; jest elementem zaplanowanym, przewidzianym, niezbędnym. Oczywiście nie tak przewidywalnym, jak nam się na co dzień wydaje, ale... przypadki - w sensie nie wiadomo, co i skąd - nie istnieją. Co się zdarzy konkretnie - rzecz jasna - nie wiemy, ale co może się zdarzyć, czyli spektrum deterministycznych prawdopodobieństw można obliczyć ze stanu początkowego danego układu. I jeszcze jedno: to, co dla jednego układu jest rzekomo przypadkiem, to znaczy fluktuacją, zewnętrznym bodźcem, dla innego z kolei jest ściśle zdeterminowaną koniecznością wynikającą z praw fizyki. Weźmy przechodnia idącego wzdłuż budynku, z którego spada mu na głowę cegła. Mówimy, przypadek! Ależ w żadnej mierze nie było w tym nic przypadkowego. Uznajmy za układ początkowy losu owego przechodnia moment, w którym z jakichś sobie znanych powodów postanowił pójść tego dnia do lekarza. Szedł więc określoną ulicą, wzdłuż określonych domów, ponieważ akurat tędy wiedzie trasa do przychodni, w której przyjmuje jego lekarz. Wszystko ściśle zdeterminowane, przewidywalne, zaplanowane. Z kolei za układ początkowy dla owej cegły uznajmy dzień, w którym ulewa wypłukała pierwsze drobinki zaprawy, która łączy ową cegłę z murem. Od tamtego dnia minęło wiele kolejnych dni, kolejnych ulew, które raz po raz wypłukiwały zaprawę. Proces erozji jest zjawiskiem ściśle fizycznym, przewidywalnym i jego tempo daje się obliczyć! W tym nie ma żadnego przypadku. WIADOMO, że cegła spadnie, gdy spoiwo utraci określoną objętość i ciężar cegły przeważy. Tak więc określonego dnia o określonej godzinie cegła spadnie; o określonej godzinie określonego dnia przechodzień będzie tamtędy szedł do lekarza. Nastąpi przecięcie się losów cegły i przechodnia, czyli fluktuacja.
Jeśli mamy stan początkowy, stan końcowy nie jest nieoczekiwany i nieprzewidywalny. Oczywiście w skali kosmicznej rachunki są bardzo skomplikowane, ale kiedy Wszechświat istniał 3 minuty, ustalił się jego skład chemiczny: hel 3, hel 4, deuter, lit i wodór. To, co nastąpiło dalej, wymagało tylko czasu, bardzo długiego czasu. Tylko tyle i aż tyle. Czyż to nie piękne?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zmiany
Kończę pisanie na tym blogu. Prowadzenie równoległych blogów jest wyczerpujące. Zwłaszcza, że tematyka - szeroko pojęta kultura - jest p...

taka siatka byłaby plamą, a matematyka jest piękna, bo nawet w czarnej dziurze niemożności odkrywa jakieś reguły:))regułą będzie powrót do materii złożonej z helu (zaśpiewam cieniutko), pogrążę się w ciężkiej wodzie i będzie po wszystkim.
OdpowiedzUsuńStanowczo nie powinnam Cię czytać przed snem:))
Może odrobinę większe literki ułatwią?
UsuńMnie czytać możesz kiedykolwiek, ale na Hellera trzeba znaleźć czas :-))
Piękne !! Proste !! Przyswajalne !! ;o)
OdpowiedzUsuńI znowu muszę kochać Twoje teksty...;o)
Cieszę się, że dla Ciebie jasne i przyswajalne :-)) Bo im dłużej czytam, tym mniej rozumiem ;-)
UsuńJasne i zrozumiałe jak cały KOSMOS.
OdpowiedzUsuń:-)))
"Kosmos"znaczy ład i porządek, więc jak najbardziej jasny i zrozumiały jest ;-)
OdpowiedzUsuńKsiążki nie znam, ale kilkakrotnie czytałem różne pozycje oraz oglądałem filmy dotyczące motywu „podróży w czasie”, zwłaszcza przenoszenia się w przeszłość. Bardzo często pojawia się tam koncepcja, że każda—nawet najdrobniejsza—ingerencja może mieć ogromne konsekwencje i całkowicie zmienić przyszłość (a właściwie naszą teraźniejszość).
OdpowiedzUsuńNiektóre książki czy filmy idą jeszcze dalej i sugerują istnienie pewnego rodzaju „mechanizmów zabezpieczających” w strukturze wszechświata, które niejako automatycznie zapobiegają takim zmianom: albo uniemożliwiają ich dokonanie, albo—jeśli już do nich dojdzie—w jakiś sposób „korygują” rzeczywistość, przywracając ją do pierwotnego stanu. To bardzo ciekawa wizja.
Są to niezwykle złożone zagadnienia—z pogranicza fizyki, filozofii i metafizyki. Myślę, że można by poświęcić całe życie na ich zgłębianie, a i tak po kilkudziesięciu latach mieć więcej pytań niż na początku.
Bardzo podoba mi się natomiast pomysł, o którym wspominasz—prowadzenie zapisków o przeczytanych książkach. To rzeczywiście świetny sposób na porządkowanie wiedzy i wracanie do ważnych idei. Sam prowadzę coś podobnego w odniesieniu do podróży i wycieczek (co widać na moim blogu), ale przyznam, że w przypadku książek czy filmów powinienem robić to znacznie bardziej systematycznie—bo często nie pamiętam ani tytułów, ani szczegółów fabuły.
Hellera szczerze polecam, zwłaszcza że masz lepszą orientację w kwestiach matematyczno-fizycznych, dla mnie to dosyć trudne. Niemniej Heller umie łączyć naukowe podstawy z lekkim popularyzatorskim stylem pisania. Jego koncepcje nie są snuciem fantastycznych wizji science fiction, lecz mają naukowe, matematyczno-fizyczne i kosmologiczne podstawy.
OdpowiedzUsuń